… czyli spacer z (prawie) trzylatkiem po okolicach Tobołowa. Tytułowa zima nie mogła nadejść, ale w końcu w połowie tygodnia zaczęło sypać porządnie. Im dalej na południe, tym lepiej. Zakopane czy Tatry odpadły z 2 powodów – pogoda nie była zbyt pewna, poza tym to weekend z Pucharem Świata w skokach, więc poruszanie się czy sama droga do/z Zakopanego mogło być koszmarem. Z bliższych propozycji? Myślenice (Chełm) – jednak liczyliśmy na trochę więcej śniegu i straszył zamknięty wyciąg. Śnieżnica – jedna z poważniejszych propozycji. Mosorny Groń – trochę za daleko. I wreszcie Koninki/Tobołów – dobry (szybki) dojazd z Krakowa, z dobrą bazą schroniskowo-knajpianą, wyciąg, ewentualnie skracał drogę. No i Koninki wygrały.
Rodzina słowem mocna
Bez napinki, wyjazd o 9:00, na miejscu 10:10. Jak to z Szymkiem 🙂 pierwsze 30 min spędzamy w knajpie na piciu herbatki, poznawaniu stołu bilardowego, piłkarzyków i automatu do rzutków. Jak już udało się wyjść, hasłem przewodnim dnia stało się „tato, ja chcem narty”. Niestety w wypożyczalni nie mieli tak małych rozmiarów, więc potrzebna była duża dawka perswazji, błagania i przekupstwa. Wreszcie udało się doprowadzić do realizacji pierwotnego planu czyli spaceru. Szymek na sankach, Aśka na kończynach tylnych, ja na skiturach. Z wyciągu zrezygnowaliśmy – pojedyncze krzesło jednak jest jakimś tam ryzykiem, poza tym warunki na dole również były wyśmienite.
Trasa biegowa
W pięknych okolicznościach przyrody, ruszyliśmy bardzo łagodną trasą biegową. Oczywiście jazda na sankach dość szybko zrobiła się nudna, więc Szymek zaczął tuptać i co trzeci krok specjalnie się wywracać. To nie pomogło utrzymać dobrego tempa. W dodatku po godzinie marszu okazało się, że mimo rajtek, grubych skarpet i porządnych zimowych butów – zimno w nogi. Doraźna akcja grzewcza (herbata, wsadzenie do śpiworka, rozcieranie stóp) pomogła na chwilę, więc podjęliśmy decyzję o mozolnym wycofie. Podczas jednego z postojów okazało się, że jednak wszystko jest w porządku (albo może da się zapomnieć o zimnie) i przez 40 minut oraliśmy dziewiczą polankę, pełną świeżego śniegu.
Polanka
Z jeszcze jedną wizytą w knajpie, po 14 wyjechaliśmy z parkingu. To był dobry dzień, fajnie spędzony.

Trochę więcej zdjęć, jak zwykle na Flickr ➡

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *