Czas na podsumowanie. Byliśmy 8 dni – 5 dni wspinaczkowych i 3 dni poświęciliśmy na przejazdy. Byliśmy w Hollentalu i Paklenicy, a skład osobowy wahał się od 7 do nawet 10 osób.

Pogoda

Im bliżej wyjazdu, tym prognozy pokazywały większy Armageddon deszczowy. Z tego względu pojechaliśmy dzień później i wróciliśmy dzień wcześniej, ale reszta dni była „wspinaczkowa”. Co prawda w każdy dzień padało, ale albo na tyle późno, że dało się wrócić, albo mało intensywnie, co dało się przeczekać. W dodatku, Paklenica jako to Paklenica – przesychała bardzo szybko. W Krakowie za to podobnoż cały tydzień była lampa, co zostało mi wypomniane w domu 🙂

Skład

Mój główny skład wspinaczkowo-samochodowy to Gąbka i Marian. Co tu dużo mówić, skład zgrany i w miarę wyrównany – choć na najtrudniejsze wyciągi losowany był zwykle Marian. Drugi trzon stanowił 4 osobowa Mechaniczna Pomarańczka, gdzie przewodnikiem był Romuś, a owieczkami Nitka, Cześka i Wierzba, z zastrzeżeniem, że w ostatni dzień to Cześka przejęła rolę prowadzącego! W Holle byli z nami niebieskowłosa Zośka i Józef, a do Paklenicy dojechało przez Rumunię (sic!) trio Jelon, Cesarzowa i Zyrkiel.

Wspinanie

Szukaliśmy trudności szóstkowych na wielowyciągowych drogach ubezpieczonych. Najładniejsza zrobiona przez nas droga to KingKongKarl, najładniejszy wyciąg to drugi wyciąg Domżalskiego. Mimo tego, że wspinaliśmy się tylko 5 dni (a oczywiście plany były na dużo więcej) – jestem w pełni usatysfakcjonowany naszymi dokonaniami.
Dodatkowo okazało się, że drogi ‚sportowe’ (jednowyciągowe) w Paklenicy nie są takie kiepskie jak wszyscy mówili – naprawdę ładne wspinanie w trudnościach 6a-6b.

Spanie

W Hollentalu standardowo – na darmowym campie w Kaiserbrunn (z początku nawet nie było dużo ludzi, ale jak wyjeżdżaliśmy we wtorek to zaczynało się robić tłumnie). Woda bieżąca jest, toalety (czyste) są, prysznic za 2?. Bardzo budżetowo (biorąc pod uwagę, że całe żarcie przywozi się z Polski).
W Paklenicy dla odmiany udało się wynająć domek (Kudos to Yelon!), komfort nieporównywalnie lepszy (szczególnie przy opadach), koszt minimalnie większy niż na polu namiotowym (50? za dobę za 7-10 osób). Dojeżdżając tak czy siak do wąwozu samochodem nie robiło różnicy parę kilometrów więcej.

Dojazd/auto

Dziewiątka sprawiła się dobrze. Spalanie wyszło w okolicy 7 litrów, prędkość przelotowa przepisowa (130-140 km/h). Kraków-Kaiserbrunn-Paklenica-Kraków wyszło równe 2500 km. Większość autostradami, było kilka odcinków bez: Brno-granica austriacka czy Słowenia-granica chorwacka i potem dalej nad morzem do samej Paklenicy.

Koszty

Żarcie/picie kupione w Krakowie (przy czym trochę picia wróciło do Krakowa): 400 zł
Paliwo: 1009 zł, autostrady 288 zł, dzieliliśmy na 3, więc wyszło po 430 zł na łebka.
Kaiserbrunn przeżyliśmy w miarę bezkosztowo (prysznic, małe zakupy żarcia) – w sumie jakieś 10?.
Paklenica to 120 zł za spanie, wstęp do parku na 5 dni – 90 zł, raz zaszaleliśmy z rybą na obiad u Dinka za 80 zł + browar ~50zł 🙂
W sumie przez ponad tydzień koszt wyniósł jakieś 1200-1300 zł na osobę.

Foto

Tym razem baaardzo słabo. Tak naprawdę, to lustro miałem tylko w pierwszy dzień, ale i tak zostało przenoszone w plecaku, potem już nie brałem. Stąd zdjęcia głównie z bekstejdżu – przejazdu czy konsumowania browarków 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *