Photmotive > Fotografia > Zagraniczna majówka sekcyjna 2014 cz.1 – plany i dojazd

Zagraniczna majówka sekcyjna 2014 cz.1 – plany i dojazd

Pomysł narodził się gdzieś na przełomie roku. Do autorów, czyli Romusiów, szybko dołączył największy orędownik czyli Cześka, a potem to już wszyscy. Plan – powspinać się w cieple, jak najwięcej, najlepiej wielowyciągowo, przy komfortowym obiciu. Czyli Höllental, może Paklenica, może Arco, może Osp.
Na tydzień przed wyjazdem odpada Maniek (kontuzja troczka), Cześka (atak paniki) i siostra Józka. Dołączają natomiast Klimasy + Yelon, co oczywiście wszystkich bardzo raduje. Niestety prognozy pogody są dramatyczne. Cała Europa pod chmurami, z deszczem. Pada pomysł, żeby jechać na południe Francji (ale to cholera jest prawie 2000 km) albo wziąć skitury i jechać do Szwajcarii (szczególnie ucieszył się Romuś, który z definicji nie jeździ).
W czwartek, czyli teoretycznie w przeddzień wyjazdu na suto zakrapianym googlowym Hangoucie, ustalamy, że: Romusie, Zośki i my jedziemy najpierw do Höllentalu (przy czym Romusie w piątek wieczorem, my w sobotę przedpołudniem). Klimasy jadą na rekonesans do Rumunii, po czym wszyscy spotykamy się w okolicach wtorku/środy w Chorwacji. W międzyczasie Cześka przeżywa kolejną huśtawkę nastrojów i czwarty atak paniki, ale jednak postanawia jechać!
W piątek prognozy, ani pogoda nie zmieniają się. Leje.
Sobota
W padającym deszczu, załadowany dość mocno, zajeżdżam na Litewską. Tam siedzi jakaś ruska baba z siatami, torbami i pudłami po czubek głowy, a nie, to Marian. W momencie gdy wysiadam, mówi:

– Poczekaj, idę po główny bagaż

Z ciekawostek ma ze sobą m.in. biurowe krzesło (i tak dobrze, że składane!)

– Bo nie mieli innych w sklepie

Ładujemy. Bagażnik szybko się skończył, liczymy na to, że Danka będzie miała niewiele ze sobą, „zabudowujemy” jedno miejsce pasażera z tyłu. Na Francesco Nullo okazuje się, że rzeczywiście Gąbka jeżeli chodzi o ilość bagaży stanęła na wysokości zadania i nie ma dużo walizek. Za to odwiedzili ją wczoraj znajomi i w zasadzie to nie spała.

Podróż w towarzystwie Danuty, fot. Marian

Podróż w towarzystwie Danuty, fot. Marian

Wyjeżdżamy wreszcie! Pada, ale to nic. W nawigacji wpisuję Kaiserbrunn, miły Pan powiedział

557 km do celu

A4, w Gliwicach zjazd na południe, w Gorzyczkach tylko objazd niedokończonego wiaduktu i Czechy. Zjazd na pierwszą stację Shella w celu zakupu winiety (310 koron). Gdzieś w polach rzepaku (czy tam wrzosów jak kto woli) Danuta się budzi i informuje nas, że to co mijamy to właśnie rzepak i zapada w kolejną 3 godzinną drzemkę. Na przemian wychodzi słońce i kropi, ale jesteśmy dobrej myśli. Austria, Wiedeń i już zjeżdżamy z autostrady.

Karoce i Hacjendy

Karoce i Hacjendy

Czas dobry, na miejscu witają nas z uśmiechem Romuś, Nitka, Cześka i Wierzba. W momencie jak silnik zgasł przebudziła się Danuta. Oprócz naszych na kampie jest jeszcze kilka namiotów, czyli generalnie pusto. Na kamienistym podłożu rozbijamy namiot, Danutę wrzucamy do Cześkowego namiotu NASA pokrytego eksperymentalną folią przecikosmiczną (i przeciwdeszczową).
Dużo rzeczy nie mamy (no może oprócz Mariana), więc rozpak idzie szybko, szczególnie, że ekipa z Mechanicznej Pomarańczki ubarwia nam go opowieściami z drogi i obecnego dnia. Cześka:

-Strumyk (strumień płynący obok kampu, przyp. red) darzę uczuciem ambiwalentnym. Z jednej strony szum uspokaja, ale z drugiej strony działa moczopędnie i ku#@a nie zmrużyłam oka, bo co 15 minut latałam do kibla!

Rekonesans KingKong Karla skończył się nieoczekiwanie przy pierwszym stanie

Rekonesans KingKong Karla skończył się nieoczekiwanie przy pierwszym stanie

Jest na tyle jasno, że zdążyliśmy jechać jeszcze wspólnie na szybki rekonesans jutrzejszej drogi, a po powrocie dojeżdżają Zośka z Józkiem. Browar i do spania, bo kolejny dzień ma być przygodą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *