W piątek wieczorem prognozy zmieniły się nagle na bardzo słoneczne, więc dość spontanicznie postanowiliśmy z Aśką pojechać na spacer w góry. Padło na Słowację – w planie minimum dojście do Tatliakovej Chaty, max to wejście na Wołowiec. Pobudka 5:20, wyzbieraliśmy się na 7:00. Szymon całą drogę spał, więc bez przerw o 9:00 podjechaliśmy pod Sindlovca. Dawno nas nie było i się trochę pozmieniało. Dawniej był parking na asfaltówce nad Sindlovcem, teraz jest powiększony parking do którego prowadzi również droga asfaltowa pod wyciągiem – i stamtąd wychodzi się na szlak.
Ale nie tak szybko. Najpierw zupka, huśtawka pod knajpą, dopiero jak wybiła 11:20 – można ruszać.

Na przęłęczy Zabrat
Na przęłęczy Zabrat

Pierwsze 20 minut w miarę spokojnie w wózku, potem zaczęło się – na zmianę Szymon i Aśka 🙂 Z jednej strony nudno, z drugiej za szybko idziemy 🙂 Do Tatliakovej dochodzimy przed 13:00 – w różnych konfiguracjach – w wózku, na rękach, na własnych nogach, w nosidle. Chwilę później doczłapała Aśka i robimy kolejny postój. Pogoda nie jest taka jak zapowiadana przez prognozy, ale postanawiamy iść przynajmniej na Zabrat – to jest spacerek ok 40 min. Wózek chowam za Chatą, Szymon do nosidła… i się zaczyna 😀 „.. nie idźcie tak szybko..” „mieliśmy iść razem” „poczekajcie…”, no cóż, widać zaległości kondycyjne 🙂 W dodatku Szymon nie akceptował stania ani wolnego marszu, więc wyprzedzając Aśkę, wracaliśmy się trochę i znowu ją goniliśmy. Oceniam, że spokojnie zrobiliśmy tak 1.5 drogi na przełęcz 🙂
Spacer po przełęczy
Spacer po przełęczy

Na grani okazało się, że wieje (hehe, jak zwykle), idą chmury, z których zapewne za chwilę popada. Rozkładamy majdan w pobliżu kosówek i powtarzamy procedurę – kaszka, pielucha, gry i zabawy 🙂 Zaczyna kropić, podejmujemy decyzję o wycofie, zbiegamy z Szymkiem do Tatliakovej. Po drodze w końcu go zmogło i usypia w rytmie kroków i kropel deszczu pukających o daszek nosidła. Do samochodu bez historii – śpiący Szymek w wózku i Aśka wybitnie preferująca zejścia niż podejścia pozwalają dotrzeć o 16:00 do samochodu. Jedzenie, pakowanie, z małymi przygodami lokomocyjnymi i przed 20:00 jesteśmy w Krakowie. Wymęczeni, ale w miarę szczęśliwi 🙂
Kilka uwag praktycznych

  • Na wycieczkę z małym dzieckiem trzeba dać sobie duży margines czasowy. Bardzo duży. (normalnie, wstając o 5:20, Zabrat jest do osiągnięcia spokojnie o 10:00 z przerwami na śniadanie i odpoczynek)
  • z tego co wiem, żeby wyjechać z dzieckiem za granicę, trzeba mieć dla niego paszport albo dowód (w granicach UE) – my mamy dowód (starcza na dłużej)

Więcej zdjęć, jak zwykle na Flickrze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *