Photmotive > Fotografia > Surdel i miała być Sprężyna – dzień drugi

Surdel i miała być Sprężyna – dzień drugi

Wstajemy po piątej, spałem słabo jak zawsze w pierwszą noc w nowym miejscu. W okolicach 6.00 wychodzimy ze schroniska, ale już raczej nie widać w naszym kroku wczorajszego entuzjazmu 🙂 Świrek chyba jest trochę przestraszony moim wczorajszym lataniem i swoją małą niemocą, ja trochę jednak potłuczony i niewyspany. Dostojnie mijamy Czarny Staw, Karb, zachodnią Kościelca i udajemy się w kierunku wejścia w drogę Surdela, które znajduje się zaraz przed Mylną Przełęczą. Plan jest taki żeby połączyć ją później ze Sprężyną, którą mijalibyśmy w zejściu. Trochę nas niepokoją również prognozy – wg których miało po 12 zacząć lać.

Widoki takie same jak wczoraj, czyli Kasprowy z Giewontem :)

Widoki takie same jak wczoraj, czyli Kasprowy z Giewontem 🙂

Pojawia się mały problem przy wejściu w drogę – miał być wyraźny, duży napis „SURDEL”, ale w jedynym miejscu pasującym – nie ma 🙂 Chwilę się kręcimy po okolicy, żeby ewentualnie sprawdzić na 100%, po czym wchodzimy (jak się okazuje później dobrze) w drogę bez napisu. Pierwszy wyciąg prowadzi Świr, któremu nastrój poprawia się z każdym stopniem. Tym razem droga już w pełni górska, ze „stałej” asekuracji kilka stałych haków, potrzeba rozdzielenia żył, niewygodne, wiszące pierwsze stanowisko. Droga ma na obu wyciągach trudności czwórkowe z miejscami piątkowymi, więc nie powinno być problemu. Pod koniec wyciągu lina się przesztywnia, o czym radośnie melduje przez radio Marcin, ale w końcu słyszę komendy stanowiskowe z sakramentalnym „możesz iść”. Na początku cytując Świętego „sabaudzki dulfer athletique”, po czym pod przewieszką uciekamy w lewo. Dalej kominki i rysy, by dojść do owego niewygodnego stanu.
Zmieniamy prowadzenie. Mam małą wątpliwość czy od razu przewinąć w prawo (dość powietrznie), czy targać do góry zacięciem (ale wygląda trudniej niż IV). Rozwiewa je wielki głaz, który przy próbie przewinięcia subtelnie zostaje mi w ręce, by po 3 sekundach zniknąć z hukiem gdzieś u podstawy ściany. Idę do góry – niewygodnie, ale osadzam pewnego Cama 2 i dopiero wyżej przewijam. Fajny powietrzny moment, na lekko połogiej płycie stojąc na tarcie , a w dół duża lufa. Do góry, znajduje 2 stare haki (żałując że nie mam pod ręką młotka, bo pewniej bym się czuł dobijając je). Podchodzę pod ostatnią wg topo formację drogi czyli czwórkową płytkę. W miarę połogo, z maleńkimi chwytami i stopniami. Osadzony jeden wystający hak, który wypadałoby skrócić, dalej niepokoi mnie trochę brak możliwości osadzenia czegoś, ale napieram. jakieś 3 metry nad hakiem płytka się kończy, jest próg wychodzący na trawki. Szukam czegoś do asekuracji, nie znajduje, więc szukam chwytu, ale zadając powtórka z rozrywki. Chwyt (dobry) zostaje mi w dłoni, na szczęście tym razem, mam lewą na jakimś małym oblaku i dzięki temu utrzymuję równowagę. Zimny pot, soczysta kurwa, Świrek melduje przez radio, że przeleciał właśnie jakiś meteoryt, Patrzę na tego smutnego starego haka 3 metry pode mną i mam wątpliwości czy by mnie utrzymał. Dalej ostrożnie wychodzę na trawki, zakładam stanowisko i ściągam Marcina.

Pakowanie po Surdelu na trawkach pod szczytem Zadniego Kościelca

Pakowanie po Surdelu na trawkach pod szczytem Zadniego Kościelca

Kilkanaście metrów jeszcze idziemy związani, by wyjść na trawki gdzie pakujemy sprzęt i przemieszczamy się w stronę Kościelcowej Przełęczy. Patrząc na wschód, na Granaty i kłębiące się nad nimi czarne chmury, już wiemy, że Sprężyna jest mocno zagrożona. Decydujemy się jednak zejść do wejścia w drogę i tam czekać na rozwój wypadków.
Z dołu droga robi bardzo fajne, groźne wrażenie – charakter ma zgoła odmienny niż połogie wspinanie na Zadnim Kościelcu. Niestety, po chwili zgodnie z prognozą i naszymi przeczuciami pojawiają się pierwsze krople deszczu. Zbiegamy do Karbu, gdzie już przy mocnej zlewie rozkładam parasol i folię na plecak i mijając kilka wycieczek biegniemy do schronu.
Pada dość mocno ze 3 godziny, łapiemy z kolei wątpliwości czy zdąży na następne dni przeschnąć, szczególnie, że prognozy są podobne albo gorsze, a my w planach na następne dni mamy dalsze podejście tzn Zamarłą. Można by oczywiście zrobić jeszcze Sprężynę czy Prawego Dziędzielewicza na Kościelcu, ale po pierwsze 3 dzień z rzędu popylanie na Karb chyba by mnie zabiło, poza tym zachodnia ściana na pewno szybko by nie przeschła. Decyzję odkładamy na dzień następny z wieczora po deszczu kontemplując miłe okoliczności przyrody w promieniach zachodzącego słońca.

Kościelce i Świnica

Kościelce i Świnica

Podsumowując ten dzień:

  • droga Surdela na Zadnim Kościelcu – fajna, krótka (2 wyciągi), ale taka bardzo tatrzańska droga, z momentami powietrznymi. średnią asekuracją. Pierwszy wyciąg lity, drugi kruchy, ale być może to kwestia tego, że być może jest to jedno z pierwszych przejść letnich w tym sezonie i pewnie „czyściłem” drogę po zimie.
  • czasowo-pogodowo wcelowaliśmy idealnie – tak żeby zejść w bezpieczny teren jeszcze bez deszczu, ale nie wejść jeszcze w następną drogę
  • zdjęciowo znowu miernie, aparat podczas wspinania leżał głęboko w plecaku, a podczas trekingu wszystkie kadry już są powtarzające się 🙂

Oczywiście galeria na Flickru

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *