Tym razem nietypowo. 4 dni, nocleg w Zakopanem, do tego słabe prognozy, lawinowa trójka, raczej wycieczki solo i w cholerę śniegu 🙂
Sobota
Wyjazd z Krakowa, o 8.00 jesteśmy z Aśką w Kuźnicach, pogoda idealna, ale kolejka do kolejki na 2 godziny czekania. Idziemy na Goryczkową wśród narzekania Aśki i pięknych okoliczności przyrody. Przed 10.00 docieramy do celu, rozkładamy majdan i … nadlatuje śmigło:
TOPRowskie Śmigło
Moment o tyle komiczny co dramatyczny 🙂 Z początku ludzie robią zdjęcia, pokazują palcami, ale gdy przyziemił obok na 5 min to się zrobiło słabo. Aśka szukała rękawiczek po lesie i odkopywała narty spod śniegu, ja ściągałem 10 cm warstwę szronu z tyłu głowy i podobną z aparatu/obiektywu. Jak już pozbieraliśmy się do kupy, czas było wyjechać. Na górze cieplutko, więc wpiąłem narty i ruszyłem w stronę Pośredniego Wierchu Goryczkowego. Początkowo było dużo śladów „frirajderów przywyciągowych” ale później (jak się zaczęło do góry) to już zakładałem ślad. Stabilność śniegu po tej stronie nie była komfortowa, trochę się łamało pod nartami, trochę osuwało, ale w końcu doszedłem do wierzchołka. Patrząc dalej, postanowiłem tam dłużej posiedzieć, w zasadzie rezygnując z drogi dalej:
Grań w kierunku Goryczkowej Czuby
Zjazd do Świńskiej Doliny był fantastyczny. Idealny śnieg, dziewiczy puch to chyba spełnienie marzeń każdego narciarza. Dalej postanowiłem przemieścić się do schronu na Hali Kondratowej. Znowu relaks, odpoczynek i Aśka telefonicznie ściągnęła mnie na dół 🙂 Trochę żałuje że nie skusiłem się na podejście do Przełęczy pod Kopą, bo pogoda była idealna do końca dnia, szlak przez Łopatę przetarty, ale pewnie wracałbym już w okolicach zmroku. Dzień udany chociaż taki mocno lekki.

Niedziela
Prognozy były słabe, ale rano przywitało nas znowu słońce. Obawiając się tłumów w okolicy Kasprowego, razem z Ulą i Przemkiem postanowiliśmy odwiedzić Piątkę, a ja w miarę możliwości wyskoczyć jeszcze na coś w okolicy (Kozi, Zawrat, może Gładki). O 8.30 wyjście z prawie pustego parkingu na Palenicy i wolniutko, ale w dobrych humorach najpierw asfaltówką, a potem Roztoką do celu. Wszystko było dobrze do momentu podejścia pod Niżnią Kopę 🙂 Dziewczyny zaczęły rzucać mięsem, Przemo to całymi stadami bydła 🙂
Na podejściu do schroniska
Dodatkowo skończyła się woda do picia i powoli zaczęły nadchodzić chmury. W końcu udało się. W schronie dokupiłem tylko picie i ruszyłem w kierunku Koziego. W samej dolinie odbywały się jakieś kursy lawinowe, strasznie liczne grupy i przez to strasznie zryte przez ślady było wszystko dookoła. Chmurzyło się niestety coraz bardziej, a mnie zaczęły opuszczać siły. Gdzieś około połowy drogi na szczyt, podjąłem decyzje o wycofie 🙂 Przepiąłem sprzęt na zjazd i… gleba. Jedna z wielu tego dnia 🙂 Ze względu na dodatnią temperaturę, mocne słońce rano i południową wystawę, śnieg była tak masakrycznie ciężki, że nie miałem żadnej przyjemności ze zjazdu. Jakoś doturlałem się do schronu i ruszyłem w pogoń za towarzystwem, które dognałem przed samym parkingiem 🙂 Wycieczka niezła, trochę szkoda braku widoków w Dolinie 5 Stawów i tego nieszczęsnego zjazdu.

Poniedziałek
Zgodnie z prognozami, dupówa. Na dole leje deszcz i trochę wieje, na górze podobno wali mokrym śniegiem i duje trochę bardziej 🙂 Dziewczyny idą na basen, a ja cały dzień spędzam przed laptopem 🙂

Wtorek
Prognozy znowu słabe, ale budząc się o 6.30 widzę niebieskie niebo. No to jadę. Towarzystwo śpi dalej a ja o 7.30 jestem przy kolejce, o 8.00 wyjeżdżam na Kasprowy. Trochę wieje, niebo nie jest takie idealnie czyste. Powtórka z soboty, ale z planem dalszym. Zjazd do Kondratowej i przez Łopatę na Przełęcz pod Kopą. Na Hali, pod Długim Giewontem spotykam jęzory lawiny, która zeszła dzień wcześniej, przesypując się przez letni szlak turystyczny na Kondracką Przełęcz:
Lawinisko pod Długim Giewontem
Robi wrażenie. Wysokość czoła ma jakieś 3 metry, a jęzor to zabetonowane, wielkie kule ze śniegu. Nie wyobrażam sobie przeżycia w czymś takim.
Idę dalej, po wczorajszych opadach nie widać żadnych śladów. Słońce znowu chowa się najpierw za mgłą, potem za chmurami, ale jest ok. Docieram na Przełęcz pod Kopą Kondracką, robię kilka zdjęć:
Włos wzburzony, mina nie tęga
I zjazd. Ponownie świetny. Śnieg bajkowy, brak słów, żeby opisać uczucia towarzyszące 🙂 Zaliczam ze dwie gleby, ale jakże inne są te gleby w puchu od tych niedzielnych w ciężkim i mokrym śniegu. Śmieje się sam z siebie, nie bardzo widzę gdzie jadę, byle w dół, byle przed siebie 🙂 Ekstaza 😀
Melduje się w Kondratowej, herbatka i telefon od Aśki że oni też już zjeżdżają z Kasprowego bo dupówa. Dzień bardzo udany, świetne 2 zjazdy.

Podsumowując. Nie zdobyłem żadnego honornego szczytu, ale jestem w pełni usatysfakcjonowany narciarsko. Bardzo fajne 3 dni, a restowy poniedziałek dobrze się wpasował 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *