Podejście na Gładką Przełęcz
Tura, o której myślałem od kiedy pamiętam. Po pierwsze mityczny zjazd do Cichej Doliny (ile się nasłuchałem legend jak to ludzie spadali z Kasprowego i potem 3 dni szli do Podbańskiej), potem Gładka Przełęcz (która do tej pory była nie po drodze) i wreszcie zjazd z Zawratu na północ (przecież tam stromo!).
Pierwsze przymiarki robiłem już 7 lat temu, potem brakowało trochę jeżdżących partnerów, aż wreszcie na wewnętrznej, skiturowej grupie Sekcji Panda zaproponowałem ww wycieczkę, co spotkało się z dużym entuzjazmem Ilony i ciut mniejszym Nuty (ale to ze względu, że rzeczona już taką turę odbyła). Wreszcie nadszedł odpowiedni dzień, w którym zagrał zarówno warunek śniegowy i pogodowy. Z Iloną, ale bez Danki (ze względu na kłopoty z Figsonem), o 7:30 wsiadamy do pierwszego wagonika i miło gaworząc z Tomkiem Nodzyńskim wyjeżdżamy na Kasprowy. Na górze ciepło, wychodzimy w samych streczach, przy Beskidzie (ależ ja nie cierpię trawersu tej bestii 🙂 ) pojawiają się pierwsze krople potu. Liliowe już lekko wytopione, ale za to Skrajna Turnia bardzo dobrze wyśnieżona. Ustaliliśmy, że na Słowację zjeżdżamy ze Skrajnej Przełęczy (w sumie to nie mieliśmy wielu informacji jak wygląda zjazd, a tylko, że tam po prostu się zjeżdża).

Jestem Chaosem
Jestem Chaosem

Kilkanaście minut po ósmej podczas przepinki słyszę pierwszy raz, dwa (zupełnie niezależne) stwierdzenia, które staną się motywem przewodnim wycieczki:

Jestem Chaosem!

oraz

Ojciec, ależ ty się guzdrasz

Miałem również pierwszą próbkę nauki topografii, na razie po prostu zwykła pomyłka:

– Ojciec, ta piramida to Wysoka?
– Nie, to Krywań.
– Aha

I jak tylko ogarnąłem fokowo-fotograficzne guzdranie – pomknęliśmy w dół! Początek bardzo przyjemny, mimo zmrożonej, twardej pokrywy. Potem zaczęliśmy szukać żlebu, wiedząc, że teren niżej jest podcięty skałami. Tam Ilona poszła pierwszą bombą, ja zsuwuuwuwuwu 🙂 ale na szczęście poczekała na mnie.

Zjazd ze Skrajnej Przełęczy przez zacieniony żleb
Zjazd ze Skrajnej Przełęczy przez zacieniony żleb

W tym momencie ważna uwaga orientacyjna – lepiej nie zjeżdżać do samego dna doliny, a lekko strawersować do charakterystycznego wypłaszczenia w grzbiecie odchodzącym od Walentkowego Wierchu, z niego około 20 metrów w dół i potem trzymając się naszej lewej strony obrać kierunek na Dolinę Wierchcichą i Gładką Przełęcz. Z informacji technicznych – przy mniejszej ilości śniegu może być od tego miejsca trochę walki z kosówką, poza tym żeby lekko oszczędzić foki, warto je założyć po wyjściu z owej kosówki.
Świnica z tej innej strony
Świnica z tej innej strony

Ten kawałek trasy jest bardzo urokliwy, również przez to, że byłem tam pierwszy raz. Z zupełnie innej niż zwykle perspektywy widać Czerwone Wierchy, Kasprowy, tytułową Świnicę, na wyciągnięcie ręki są Magury Rycerowe czy Wielka Kopa Koprowa.
Cicha Dolina z Czerwonymi Wierchami i Kasprowym
Cicha Dolina z Czerwonymi Wierchami i Kasprowym

Słońce grzeje niemiłosiernie, nawet strecze lądują w plecakach, idziemy klasycznie – w krótkich rękawkach, mimo smarowania olejkiem, czując przypiekanie prawej ręki 🙂 Po pewnym czasie mijamy przełęcz Zawory z majaczącym w tle Murem Hrubego, a zaraz potem ukazuje się naszym oczom następny cel – Gładka Przełęcz.
Zawory z Murem Hrubego i Krywaniem
Zawory z Murem Hrubego i Krywaniem, z prawej strony Cichy Wierch

Spotykamy pierwszych ludzi – m.in. Słowaka, któremu wypięta narta zafundowała 300 metrowy spacer w dół. O 11 jesteśmy na przełęczy. Trochę wieje, ale to nawet przyjemne. Kilka osób idzie w kierunku Walentkowego, my uzupełniamy energię firmowymi już bułkami Asi – z kabanoskiem i rzodkieweczką, po czym powtarza się rytuał ze Skrajnej:

Ojciec, ależ ty się guzdrasz

i

– Ojciec, ta piramida to Wysoka?
– Nie, to w dalszym ciągu Krywań.

Topograficzne ciekawostki!
Topograficzne ciekawostki!

Czas mamy zgodny z planem, ale Zawrat będący następnym przystankiem wydaje się bardzo odległy. Nie ma co czekać, 11:20 kończę guzdranie fokowo-fotograficzne i w lepszym lub gorszym stylu zjeżdżamy do Pięciu Stawów Polskich.
Zawrat wydaje się tak daleko!
Zawrat wydaje się tak daleko!

Tym razem śnieg jest miękki i klejący, ale dość szybko odnajdujemy się w Dolince pod Kołem. Tutaj znowu – wiatru nie czuć, a tylko skwar lejący się z nieba. Mimo tego dajemy radę i przed trzynastą wchodzimy na Zawrat.
Z Pięciu Stawów: Kostur, Szpiglaowy, Miedziane, Mięguszowiecki, Koprowy
Z Pięciu Stawów: Kostur, Szpiglaowy, Miedziane, Mięguszowiecki, Koprowy

Czas jest dużo lepszy niż przewidywany, więc pozwalamy sobie na długi odpoczynek, a nawet na ściągnięcie i suszenie butów. Przy okazji kolejny sprawdzian z topografii:

– Ojciec, ta piramida to Krywań?
– Nie, to Wysoka.
– Aha, a ta góra obok z taką rysą?
– Rysy
– Aha

Dalej poszło lepiej, chociaż ja również miałem wątpliwości w rozpoznaniu np. Gerlacha 🙂 (tzn czy to aby on czy nie on).

Rzut oka na zrytą Gładką Przełęcz
Rzut oka na zrytą Gładką Przełęcz

Zjazd. Dowiedzieliśmy się że 10 metrów niżej jest pas kamieni, który lepiej zejść bez nart, więc wpięliśmy się dopiero poniżej niego. Ilona bombą, a ja zsuwuwuwuwu, dopiero jak lekko zmiękło i się poszerzyło to głowa mi puściła pierwszy skręt i dalej już poszło trochę lepiej. Po drodze spotykamy znowu Nodzyna, dodatkowo znajomych Ilony. Czarny Staw przebiegamy nawet nie zakładając fok. Przez myśl przelatuje podejście na Karb, ale w tę stronę podejście jest męczące, a zjazd w stronę Zielonych Stawów kiepski, więc wygrywa zupa w Murowańcu.
Po posiłku ostatni akord topograficzny, Człowiek Chaos wskazując na Żółtą Turnię:

– Ojciec, dobra, nie podpowiadaj mi teraz, wiem, to jest Miedziane.
– Mhm…

Zawrat z okolic Zmarzłego Stawu
Zawrat z okolic Zmarzłego Stawu

Smędzimy się w kierunku Kasprowego, tempo jest jednak chyba jak dotychczas – najgorsze. Pełny żołądek nie pomaga w mobilizacji, więc decydujemy się na szalone krzesło za 20 zł i przed 15 rozpoczynamy ostatni tego dnia zjazd – Goryczkową do Kuźnic. Mimo zmęczenia idzie mi tu zdecydowanie najlepiej, tak, że nawet Pani Chaosu:

– Ojciec, dobrze, nawet nie wyglądałeś tak pokracznie jak do tej pory!

Na nartostradzie przekonujemy się, ze moje narty jadą dużo wolniej niż Ilony (mimo energicznego machania kijami), dojeżdżamy prawie do samych Kuźnic i z buta narciarskiego zbiegamy do samochodu zaparkowanego przy Rondzie.
Uczciwie muszę przyznać, że była to jedna z lepszych wycieczek narciarskich jakie było mi dane odbyć. Warunek świetny, pogoda wyborna, dobre i wyrównane tempo. Trochę mnie Ilona zdominowała technicznie zjazdami, ale łudzę się, że to brak formy (wszak na nartach byłem w tym roku 2 razy, a wcześniej to nawet szkoda gadać) i braki sprzętowe (Tatuśki od nowości (7 sezonów) nie widziały serwisu).

Ślad GPS zrobiony Stravą na mapie Google
Ślad GPS zrobiony Stravą na mapie Google

Podsumowując – od szczytu Kasprowego do Kuźnic, wyszło lekko powyżej 25 km, przy przewyższeniu 1600 metrów. Czas całości 8:30 przy czasie poruszania się 3:20.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *