Dawno nic nie pisałem, ale w końcu udało się wyrwać z nawału roboty. Po drodze upgradowałem sprzęt narciarski – kurtka, kask no i hit sezonu – buciory. Tych trzewików się trochę bałem. 20 milionów nowych technologii, obciachowo pomarańczowe. Przy formowaniu na gorąco (15 min) krew mi odeszła z nóg poniżej kolan 😀 No i debiut. Ubieranie – mimo twardości 100 – bez problemu. Nie zapinałem ich, dopóki nie wyjechaliśmy na samą góre – tam bez problemu. Jazda – pięknie, trzymają mocno, noga nie lata, czy to na kancie czy klasycznie – prowadzenie bardzo pewne. Zjechałem, z przyzwyczajenia siadam od razu na krzesełku, no i zaczyna się 😀 cisną 🙂 w końcu opracowałem taką strategię, że na postoje odpinałem wszystkie klamry, a na górze się zapinałem dość szybko i jazda. Moja jak najbardziej subiektywna ocena: 9/10 🙂

Tecnica Diablo Magma
Tecnica Diablo Magma

Punkt odjęty za komfort (to chyba tak, jak odjąć w teście auta sportowego punkty za brak uchwytów na napoje 😀 ). Reszta sprzętu – tzn kask i kurtka sprawdziły się bez zastrzeżeń – kasku nie poczułem wogóle (a uchronił mi łeb pare razy przed uderzeniem krzesłka), a kurtka cieplutka, fajny zamek, wygodne kieszenie.

Co do samych warunków – jak na środek grudnia dużo śniegu, dosypywanego przez armatki cały czas. Pogoda piękna, słońce, trasa standardowo rano idealna, im później tym gorzej, na końcu na ściance to już tylko lodzik 🙂 Zresztą wycedziłem tam, rysując biodro do krwi (kant puścił). Wycedziłem też spektakularnie, spadłem z muldy w jakąś dziurę, narty zostały, a ja jak w kreskówce – na twarz do przodu 😀 Musze dopieścić ustawienie wiązań, bo mam wrażenie że w tych butach potrzeba mocniejszych nastawów.

Salatin
Salatin

Aśka dawała radę, po niemrawym początku, osiągnęła chyba poziom końcówki poprzedniego sezonu, chociaż dalej to raczej przypomina pływanie motorówką, a nie dynamiczną jazdę na nartach 😀

Wyjeździliśmy się prawie do bólu, obiad w Sindlovcu (zupa grzybowa syf, ale już mieszanka diabelska na drugie całkiem całkiem). Emocji troszeczkę dostarczyła mi też jazda samochodem – za Chyżnem skręciliśmy na Oravice i ta droga była bialuteńka (chociaż jeszcze bez charakterystycznych metrowych band), fajne uczucie, prędkość po białym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *