Pobudka o 5, w nocy wiało i jeszcze mi się dało we znaki spanie na karimiacie, znaczy na ziemii 🙂 Ale pędzeni zapałem, idziemy znowu na Velky Cuk – tym razem Sjeverno rebro 4b. Pierwszy zespół prowadzi młodszy z Piotrów, idę w drugim zespole z Bosmanem.

Paklenica znad zatoki
Paklenica znad zatoki

Na mnie wypada prowadzenie pierwszego, fajnego wyciągu z trawersem. Idzie się w miarę dobrze, trochę zaczyna dawać w dupę za duże tarcie (!) – po prostu skała wydziera skórę z rąk, ale to podobno dlatego, że my nowicjusze za bardzo ją ściskamy 🙂
5 wyciągów, 170 metrów, przyjemnych trudnościach 4a-4b. Szybko stajemy na górze.

Piotrowie na górze, młodszy dumny z prowadzenia :D
Piotrowie na górze, młodszy dumny z prowadzenia 😀

Schodzimy, na parkingu spotykamy Waldkową ekipę i pada decyzja, że robimy jeszcze jakiegoś rzęcha, ćwicząc własną i lotną. Nazwy nie pamiętam, ale straszne to było. Pierwszy wyciąg długi, lina w zasadzie od razu się przesztywniła, nie było w co kości włożyć, nawet spokojny Janusz, klął jak szewc. Improwizujemy, wciągamy chłopaków na góre i dalej, w końcu dochodzimy do jakiejś cywilizowanej drogi gdzie można stanowisko założyć po ludzku. W zgodnej opinii całego teamu, to był błąd, pojawiają się pierwsze oznaki przesytu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *