Dzisiaj zwieńczenie paklenickiej części kursu. Janusz coprawda optował za Velebitaski 6a+, ale widząc nasze skatowane dłonie, zlitował się, komenderując Mosoraski. 350 metrów, 10 wyciągów, w tym dwa przedostatnie najtrudniejsze – trzeci od końca 5c, drugi od końca 5a. Prowadzenie pierwszego zespołu wraca do mnie, ale morale stoi nisko, ze względu na kontuzje jestem gotowy w każdej chwili oddać je Januszowi. Pierwszy wyciąg trójkowy, ale znowu 50 metrów, więc męczę się z przesztywniającą liną.

Mosoraski, pierwszy wyciąg, trójkowy, ale na 50 metrów :)
Mosoraski, pierwszy wyciąg, trójkowy, ale na 50 metrów 🙂

Dalej mieszanina czwórek. Idę trochę na automacie, dopingowany przez Jasia. Trzeba się spieszyć, bo za nami wchodzą w ścianę Bułgarzy i nie możemy sobie pozwolić na mijanki – stracilibyśmy za dużo czasu. Dochodzę do kluczowego, 7 wyciągu. Zmęczenie daje znać o sobie, rozmawiamy z Januszem, ale motywuje mnie mocno, dodatkowo zostawiam plecak. Wyciąg idzie rysą, ale faktycznie, bez plecaka idzie się łatwiej, szybciej i przeszczęśliwy dochodzę do górnego stanowiska.
Walka na najtrudniejszym wyciągu drogi - 5c
Walka na najtrudniejszym wyciągu drogi - 5c

W pewnym momencie słyszę przeciągły krzyk – jeden z Bułgarów kręci kolano i zjeżdżają na dół – szkoda bo z relacji Piotrów – bardzo sympatyczni. Po chwili dochodzi Janusz z wielkim worem (tzn ze swoim plecakiem wsadzonym do mojego) i startuję do następnego wyciągu. Tu łatwiej, najpierw trawersik, potem trochę do góry, ale tym razem zaskakuje mnie ruchomy chwyt – zrzucam kamień wielkości dłoni, tracę równowagę i zeskakuje z około 1,5 metra na półkę. Trochę potargałem znowu ręce, ale trzeba do góry. Dalej bez przygód, kończymy ostatnim, łatwiejszym wyciągiem i jest. Ostatnie stanowisko. po parunastu minutach pojawiają się Janusz i Piotrki. Gratulujemy sobie, piękna ściana, morale tym razem 10/10.
Na szczycie Anica Kuk - 712 m
Na szczycie Anica Kuk - 712 m

Uciążliwe, długie zejście, czymś w rodzaju ichniejszego szlaku, po drodze spotykamy kozy.
Kozy sobie też oglądają widoki
Kozy sobie też oglądają widoki

Szybki rest i o 22.00 ruszamy na manewry nocne. Dwa wyciągi w łatwym terenie przy czołówkach, potem kawałek lotnej i schodzimy. Na następny dzień skoro świt – pakujemy namioty i wracamy w Tatry! 🙂

3 thoughts on “Paklenica, dzień czwarty – Anica Kuk :)”

  1. Mam pytanko: da rade zrobić tą trasę na samych ekspresach tzn bez kości friendów?

  2. Piątkowe wyciągi na pewno są gęsto i dobrze obite, te łatwiejsze nie pamiętam, jest możliwość, że coś tam dokładaliśmy. To chyba marna pomoc 🙂

  3. Da radę, ale trzeba się liczyć z 15m odległościami od przelotu do przelotu. Nie jest to jednak dobre rozwiązanie. Ale można potrenować psychę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *