Czas na urlop zimowy. Standardowo, jak co roku od chyba 5 lat, meldujemy się z Aśką w Zubercu. Trochę niepokoi mocne ocieplenie i brak śniegu, ale jesteśmy dobrej myśli. Pierwszego dnia (niedziela) nonstop na górze nonstop pada śnieg, ale warunki są bardzo fajne, nie ma ludzi prawie w ogóle. Jeździmy 2 godziny, ale na maxa 🙂 Kolejne dni mijają podobnie, z tą różnicą że jest troche więcej ludzi (ferie czeskie) i mniej pada (ale pada).

Miszczunio :D
Miszczunio 😀

W środę Aśka bierze sobie na 2 godziny instruktora, ale nie wiem czy on nawet nie spieprzył czegoś 😀 W czwartek chmury znikają i wychodzi piękne słońce. Decyduje się podrzucić Askę na stok, a samemu ruszyć na zimowy podbój Wołowca 🙂 O 9.00 wychodzę spod Sindlovca, do skrzyżowania szlaków (Tatliakova Chata/Banikovskie Sedlo) ktoś dzisiaj szedł, dalej dziewiczo, ale na szczęscie w miarę twardo 🙂 Przy Chacie czas wejść w snieg po pas. Jest na tyle miękko i grząsko, że pierwsze 100 metrów ‚idę’ na kolanach, przydałby się najprostsze rakiety 🙂 o skitourach (których notabene nie można było pożyczyć w żadnej słowackiej wypożyczalni) nie marzę nawet 🙂 Potem już łatwiej, trzeba tylko omijać pola kosówek. Kieruję się na szczyt Rakonia, specjalnie nie ide na przełęcz Zabrat (zimowa specyfika podejścia, w odróżniu od letnich ‚zakosów’). Na grań wychodzę ok 100 metrów na lewo od szczytu (na północ). Jest pięknie, jakoś nawet specjalnie nie jestem zmęczony – szedłem na 100-80 kroków (w porównaniu np do 30-10 na Rysach, czy 50-20 na Granaty). Na górze jest super, słońce pali, ale przy okazji trochę wieje, wkładam więc goretexa 🙂 Chwilę cykam zdjęcia na Rakoniu, kontempluje, na Grzesiu widzę pierwszych ludzi podczas dzisiejszej wycieczki. Między Rakoniem a Wołowcem jest niewielki nawis, ale od grzbietu Wołowca, śnieg wygląda już ok, jest fajnie betoniasty, idzie się z rakami jak po autostradzie 🙂
Na szczycie Wołowca
Na szczycie Wołowca

Na szczycie Wołowca zaczynam robić zdjęcia, a tu zonk 🙂 aparat wyświetlił error 99 i zdechł 🙂 po prostu zamarzł 🙂 (oczywiście popołudniu w ciepełku odżył). Świecące mocno słońce oszukiwało trochę co do temperatury, ale myślę, że na szczycie było ok -15 stopni 🙂 Zostawiam rzeczy na szczycie i robię mały rekonesans w kierunku Jamnickiej Przełęczy, po to tylko żeby stwierdzić, że zrobienie w zimie Ostrego Rohacza od tej strony bez asekuracji jest raczej mało prawdopodobne. Za to na Płaczliwym sporo ludzi – trzeba będzie przetestować trasę Chiefa. Przy schodzeniu raczej bez przygód, może tylko po zejściu z grani – trochę za dużo śniegu pod rakami i ze dwa mało kontrolowane dupozjazdy 🙂 Podsumowując – trasa lekka, fajna i przyjemna. Przy większej ilości śniegu, trzeba uważać na dojściu do graniu, może być mocno lawiniasto. Chief pisze żeby wogóle iść od Zverovki w górę, ale imho to wycieczka już na cały dzień i też nie pozbawiona ryzyka lawinowego.
Skitourowy chillout :)
Skitourowy chillout 🙂

Piątek to już tylko odpoczynek na znowu mocno nasłonecznionym stoku i powrót do szarego Krakowa 🙂 Wyjazd bardzo udany, o dziwo im bliżej końca tym było lepiej 🙂

Trochę sprzętowego onanizmu: 😀

  • gogle Brenda 4PP028-M8 – sprawdziły się, miałem obawy, że mają za dużą powierzchnię i nie będą się mieściły pod kaskiem (albo będą zjeżdżały za głęboko na nos, ale było ok. Nie parowały, podczas opadów śniegu łatwo dało się je przecierać. Mały minus za ciut przykrótką gumkę – z kaskiem musiałem się trochę mocować.
  • kurtka Berghaus XCR Retract – fajny techniczny Gore-Tex, leciuteńka, sprawdziła się zarówno podczas nart jak i wycieczki pieszej. Z rozłożonym kapturem dość wysoka garda.
  • polar Milo Quito – ciepły polartec, następca mojego wysłużonego polarteca Berghausa. Również ocena pozytywna, jedyne zastrzeżenie to chyba tylko za mała kieszeń na piersi.
  • spodnie Milo Lukka Pro – spodnie i na narty i do turystyki. Rozpinane na całej długości nogawek, wada (ale niewielka) to to, że przy ściągnietym pasie (wiadomo, chudzinka ze mnie), nogawki są lekko przekręcone do środka. Test z wodoodporności i wiatroodporności zdany idealnie 🙂
  • okulary przeciwsłoneczne Arctica S77 – ok, parowały tylko w momentach kiedy miały prawo (np jak zakładałem na włosy żeby zrobić zdjęcie)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *