Photmotive > Fotografia > Miało być pięknie…

Miało być pięknie…

… a wyszło prawie jak zwykle. Od początku tygodnia burza mózgów i nerwowe spoglądanie w pogodę. Czwartek miało być zimno i padać śnieg, ale od piątku lampa. Szczególnie MountainForecast pokazywał całe trzy dni piękne słońce, WeatherOnline im bliżej weekendu, tym gorzej. W piątek rano, patrząc w kamery z Łomnicy trochę mnie zatkało. Biało. Ale ma być lampa, to szybko zejdzie, więc jedziemy. Wyjazd z Krakowa o 13:45, 18:30 meldujemy się w Zbójnickiej Chacie. Dostajemy jedne z ostatnich miejsc na strychu i pomimo aktualnej kiepskiej pogody Chatar informuje nas, że jutro, nawet na podłodze nie będzie miejsca – schron jest przepełniony rezerwacjami na soboty do końca września. Ale tym będziemy martwić się jutro. Na razie z niepokojem obserwujemy niskie chmury i odczuwamy silny wiatr + niską temperaturę, która utrzymuje śnieg powyżej 2100 metrów.

Piątek wieczór, otoczenie Doliny Staroleśnej przyprószone śniegiem

Piątek wieczór, otoczenie Doliny Staroleśnej przyprószone śniegiem

Pobudka w sobotę rano po 6:00 przepak do 2 plecaków, śniadanie o 7:00 i wychodzimy. Wybieramy jeden z celów rozgrzewkowo-zapasowych – Filar prowadzący na wschodni wierzchołek Jaworowego Szczytu (filar Kellego). Są stanowiska, jest bogato obity (więc nie powinniśmy się zgubić jak przy podobnych warunkach rok temu na Batyżowieckim), wycena to III-IV z dwoma miejscami za V. Dojście pod drogę ze Zbójnickiej przebiega szybko i sprawnie, 8:15 startuje Marcin, który prowadzi, szybką trójkę uzupełniamy z Olą. Pierwszy wyciąg gładko, chociaż idziemy w trekingach, bo miejscami płyną strumienie (na filarku!). Jaja rozpoczynają się na drugim wyciągu, kiedy pojawiają się trudności IV, a płynąca na bieżąco woda + mchy uniemożliwiają działalność wspinaczkową. Marcin szarpie przez godzinę, my z Olą kostniejemy z zimna, woda zalewa nas wszystkich, do tego chmury obniżają się jeszcze bardziej, otulając nas w końcu i osadzając kolejne litry wody. Przemoczeni i wychłodzeni o 9:45 podejmujemy decyzję o wycofie, najpierw ściągając do siebie Marcina, a potem zjeżdżając do podstawy ściany.

Nasz cieknący filarek po lewej i komin którym płynął żywy strumień

Nasz cieknący filarek po lewej i komin którym płynął żywy strumień

Po 11:00 jesteśmy z powrotem w Zbójnickiej Chacie i na skutek marnych perspektyw zarówno noclegowych jaki i pogodowych decydujemy się na wycof totalny. Mieliśmy cholera łoić przez 2 pełne dni od rana do wieczora, a wyszło tak że urobiliśmy 1,5 wyciągu i trzeba wracać 🙁
Z kronikarskiego obowiązku – 15:00 w Smokowcu, 17:30 w Krakowie.
Kilka zdjęć: ➡ Dolina Staroleśna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *