Photmotive > Fotografia > Lobby Instruktorskie – dzień pierwszy

Lobby Instruktorskie – dzień pierwszy

Początek dnia marny. W 156, po wczorajszej naprawie koła, po przejechaniu 20 metrów od domu kapeć. No nic, o dziwo mieścimy się w Brzydalu i pędzimy do Zakopanego. Szymona i Aśkę zostawiam w ośrodku, a sam z ważącym tonę plecakiem (szpej, woda, żarcie na 4 dni) ruszam przez „ulubiony” Boczań do Murowańca. Prawie planowo, o 12 spotykam się w schronisku ze Świrem i 12.30 wychodzimy na coś bliskiego i szybkiego. Pierwotnie miał być Byczkowski, ale w czasie podejścia ustalamy, że idziemy Lobby (bo obite i będzie szybciej) a dopiero po 3 wyciągu trawersujemy do Byczkowskiego.

Bojowo zwarty i gotowy :D

Bojowo zwarty i gotowy 😀

Nie ma problemu ze znalezieniem drogi (najniższy punkt zachodniej ściany i linia ringów niknąca w górze). Prowadzę w miarę sprawnie pierwszy wyciąg, Świr drugi, dla mnie znowu trzeci. Do tej pory bardzo przyjemne wspinanie, prawie cały czas w trudnościach co najmniej czwórkowych, w zasadzie bez trudności nawigacyjnych (ringi) – w jednym miejscu chwila zastanowienia (III wyciąg – po osadzeniu kostki (niebieska 9 Stopper BD) pod okapikiem nie wiedziałem czy wrócić od razu czy dopiero po pokonaniu okapiku).
Czekając na Świra na 3 stanie obserwuję trudności 4 wyciągu (w który teoretycznie mieliśmy nie wchodzić). Jest w miarę sucho – trudności wydają się być komfortowo obite no i pada sakramentalne – „może spróbujemy?” 😀 Marcin popiera :D, a że Jego kolej w prowadzeniu, to z lekkim drżeniem rąk zabiera się do roboty. Pierwsza, druga wpinka w miarę sprawnie. Dalej zaczynają się problemy. Wychodzi do trudności, by targać i po minucie schodzi do restu. I tak kilka razy. W końcu po kilkunastu minutach walki bierze blok, ale próbuje coś urobić dalej, niestety bezskutecznie.

Kościelec i Kozi Wierch w zachodzącym słońcu

Kościelec i Kozi Wierch w zachodzącym słońcu

Na ręce słabo, nie może znaleźć stopni, w dodatku kapie na głowę. Ze względu, że czas zaczyna gonić – zmieniamy się na prowadzeniu z założeniem, że jak mi nie pójdzie sprawnie to jednak uderzamy w Byczkowskiego. Pierwsza, druga wpinka idzie dobrze, trzecie już mniej, ale puszcza od strzała. Zaczynam trochę sapać, niepotrzebnie zmieniać nogi, szukać lepszej pozycji. Ze 2 metry nad wpinką robi się już poważnie – ale jakoś daje radę i urabiam kolejne półtora metra i jest następna wpinka. Z dołu wyglądało, że to koniec trudności, ale jestem tak wypruty, że muszę wziąć blok. Chwilę odpoczywam (jednak za krótko) urabiam znowu 3 metry i muszę ponownie brać blok, bo jestem słaby jak dziecko. 10 minut restu wystarczyło, już w miarę łatwym, czwórkowym terenie prę do góry. Kończą się ringi, ale w zasadzie już czuję, że jestem przy stanie. Lina mi się zaczęła trochę przesztywniać, 3 metry nad ostatnim ringiem zakładam (jak się okazało kiepsko) C4 0,75 i idę dalej. Jestem już przy zachodziku z którego jest kilka metrów do trawek ze stanem i wtedy dramat 🙂 Zadając z dwóch rąk z dużego głazu, czuję, że lecę do tyłu razem z kamieniem. Pierwsza myśl „Ja pierdolę, przecież ten głaz zmiażdży Świra”. Druga: „O, friend wypadł”. Dalej już szybko – uderzenie lewym biodrem i nogą o ścianę, po czym zbawienne zawiśnięcie. Słyszę kilka soczystych kurew, więc Świrek żyje. Zaczynam sprawdzać, czy jestem cały – na szczęście oprócz obitego lekko biodra, kilku lekkich zadrapań na prawej dłoni i mocnego zadrapania na goleniu lewej nogi nic się nie stało. Wygląda na to, że poleciałem ok 12-15 metrów, zatrzymałem się ok 8-9 metrów pod wpinką. Friend nie utrzymał, ale na pewno lekko wyhamował upadek – wyraźnie czułem naprężenie liny (wręcz pojawiła się na moment nadzieja, że jednak utrzyma). Dlaczego wypadł? Standardowo – prawie widząc już stan, nie skupiłem się wystarczająco nad prawidłowym osadzeniem – wsadziłem go w parcha, dodatkowo na niekorzyść mogła zadziałać „nowość” frienda – został osadzony pierwszy raz po zakupie (i od razu skurczybyk puścił :D).

Kasprowy z Giewontem spod Zachodniej ściany Kościelca

Kasprowy z Giewontem spod Zachodniej ściany Kościelca

Zirytowany własną niedbałością, podciągam się za pomocą liny do wpinki i kończę drogę, tym razem bez przeszkód. Ściągam Świra (trochę to trwało bo sapał jak stara baba 😀 ) i już sprawnie zjeżdżamy na 3 razy z komfortowych stanów do podstawy ściany.
Udaje się jeszcze zbiec do Muro, tak żeby załapać się na obiad.
Podsumowując: droga ładna, szybka (blisko Karbu, obita), ze względu na obicie w zasadzie sportowa, w trudnościach VI.2 skali Kurtyki, w czwartym kluczowym wyciągu dla mnie z problemami wytrzymałościowymi niż technicznymi. Bardzo dobra możliwość ucieczki w dół – 3 z 4 stanowisk mają łańcuchy, w kolejności drugi stan ma 2 ringi (z których z liną 60 powinno się imho dojechać do ziemi)
Fotograficznie jak zwykle przy wspinaniu w zespole dwuosobowym. Nieliczne zdjęcia ze stanowisk + oklepane miejsca na HG dają w sumie efekt średni na jeża.
Dzień następny to plany na Surdela na Zadnim + Sprężyna na Kościelcu.

Lobby Instruktorskie – galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *