Photmotive > Fotografia > Kurs turystyki zimowej w Betlejemce

Kurs turystyki zimowej w Betlejemce

W przypadku Tatr, zimowa turystyka jest nieporównywalnie bardziej narażona na wypadek niż jej letni odpowiednik. Z tego względu, wykazując się niebywałym jak na nas rozsądkiem, zapisaliśmy się z Arkiem na kurs turystki zimowej do Waldka Niemca. Prawie 4 dni tyrania pod okiem specjalisty po pas w śniegu po górach – zapowiadało się dobrze. Zbiórka w piątek wieczorem w Betlejemce. Śniegu na razie wiele nie ma, ale ma padać. Auto zostawiamy pod COSem i już po zmroku idziemy przez Boczań na Halę Gąsienicową do Betlejemki. Idzie się dobrze, śniegu jest mało, ale na tyle, że przykrył kamienie, w dodatku zimowe noce są dość jasne.

Czarny Staw Gąsienicowy

Czarny Staw Gąsienicowy


Po dotarciu, spotykamy się z prowadzącym kurs, Markiem Pokrzanem i dostajemy przydział sprzętu, czyli raki, czekan, uprząż, kask i trochę szpeju. Waldka też spotykamy, prowadzi obok kurs dla przewodników tatrzańskich. Oprócz nas, są jeszcze 4 osoby, więc taki mały tłum 🙂
Marek Pokrzan

Marek Pokrzan


Pierwszy dzień zaczyna się zadymką śnieżną, ale szybko pakujemy się i pędzimy przez Czarny Staw na stok pod Zmarzłymi Czubami. Dzisiaj ćwiczymy hamowanie czekanem po upadku i asekuracje z grzyba śnieżnego, czekana czy nart. Jest kupa radości i zabawy – najpierw zjazd klasycznie nogami w dół na brzuchu, potem głową w dół by przejść na wyższy level, tzn. hamowanie z pozycji głową w dół na plecach. Co na sucho wydawało się banalne, w sytuacji ekstremalnej wcale nie jest takie łatwe.
Ćwiczenia z hamowania czekanem

Ćwiczenia z hamowania czekanem


Śnieg cały czas pada, ale szczęśliwi po 8 godzinach tarzania się w śniegu wracamy do bazy. Szybki wyskok do Murowańca na obiad i umycie w ciepłej wodzie, a wieczorem teoria + praktyka na sucho (na schodach Betlejemki) z autoratownictwa i wyciągania ze szczelin lodowcowych.
Drugi dzień również zaczyna się zadymką, w zasadzie jest to ten sam opad śniegu, który zaczął się w noc naszego przybycia. Podchodzimy pod stoki Małego Kościelca, Marek dzwoni do Topru aby dowiedzieć się który mamy dzisiaj stopień lawinowy. Okazuje się, że 3 i tendencja jest wzrastająca. Dodatkowo robimy szybki przekrój lawinowy, który potwierdza duże ryzyko zejścia lawiny, cofamy się więc w pobliże Betlejemki, do małego, szkoleniowego jaru nad stacją Meteo. Tu ćwiczymy trochę z liną – poręczowanie, prowadzenie w łatwym terenie, zjazdy.
Ćwiczenia z poręczowania

Ćwiczenia z poręczowania


Śniegu jest wyraźnie więcej niż poprzedniego dnia, więc nawet proste 500 metrów torujemy z dużym wysiłkiem. Tym razem Marek, po ciężkim dniu odpuszcza nam teorię, więc do obiadu i kolacji pęka kilka browarków, a chyba i coś mocniejszego się znalazło.
Trzeci dzień wita na znowu mocnym opadem. Stopień zagrożenia skoczył do czwórki, ale decydujemy się wyjść na rekonesans. Od samej Betlejemki ćwiczymy lotną, tzn jesteśmy podzieleni na dwa 3-osobowe zespoły i staramy się dojść do miejsca, gdzie wczoraj ćwiczyliśmy.
Nie było łatwo

Nie było łatwo


Oczywiście żadnych śladów nie ma, więc znowu torujemy, tym razem momentami po pachy. Przechodzimy tak na oko, ze 400 metrów w około godzinę i jednak zapada decyzja o strategicznym wycofie. Ślad zasypany, powrót zajmuje ponad półtorej godziny. Szybki wykład o zimowej nawigacji i jeszcze póki jest jasno – decydujemy się zejść jeszcze dzisiaj. Marek wraz z gospodarzem Betlejem – Bodziem – radzą schodzić przez Brzeziny (Boczań, a tym bardziej Jaworzynka przy takich warunkach mogą być zagrożone lawinowo). Zbiegamy więc przez las, na szczęście droga jest przetarta przez rartak/UAZa którym dowożone jest żarcie do Muro. Przed zmrokiem docieramy do zasypanej Corsy i wracamy do Krakowa.
3 dni opadów zrobiło swoje :)

3 dni opadów zrobiło swoje 🙂

    Słowem podsumowania:

  • dla kogo taki kurs? jeżeli jesteś zupełnie początkującym, to właśnie dla Ciebie. Przed kursem warto nauczyć się podstawowych węzłów – kluczka, wyblinka, półwyblinka, motyl alpejski itp. Wtedy nie tracimy czasu i koncentracji na podstawy. Jeżeli natomiast masz choćby kurs skałkowy (tzn wiesz jak się związać, potrafisz się przyasekurować czy wykonać zjazd na linie) – wtedy lepiej chyba wybrać kurs lawinowy, który jest imho bardziej wartościowy i przydatny dla turysty w Tatrach
  • prowadzący – Marek Pokrzan – mam mieszane uczucia. Marek na pewno jest świetnym specjalistą, ale nie ma lekkości przekazywania tej wiedzy. Nauczyliśmy się w każdym razie sporo.
  • pogoda – po prostu nas zasypało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *