Robiony w szkole Waldka Niemca, u którego wcześniej robiłem kurs turystyki zimowej i skałkowy. Jakbym miał określić taki kurs w kilku słowach to powiedziałbym, że to ciężka, fizyczna praca, gdzie można poznać swoje słabości. Nie poznaje się może aż tylu nowości, co przy kursie skałkowym, ale głównie pracuje się nad szybkością i automatyzacją procedur 🙂

Pogoda

Bardzo ważny czynnik jeżeli chodzi o planowanie działania w górach. Nas nie rozpieszczała, ale pozwoliła przeprowadzić w każdy dzień ćwiczenia praktyczne. Kilka razy nas zlało (w pierwszy dzień, ostatni), w Paklenicy wiało przez 3 dni tak, że ciężko było utrzymać równowagę, namioty się kładły, a dudnienie wiatru o ściany i drzewa nie pozwalało spać. Ale i tak trafiliśmy lepiej niż równoległy zespół, który w będąc w Tatrach kiedy my byliśmy w Paklenicy, wyszedł w teren 2 razy przez 6 dni.

Kurs taternicki
Kurs taternicki

Prowadzący

(uwaga, duża wazelina)
Janusz Ryszewski. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić lepszego instruktora. Z początku trochę małomówny i mrukliwy, przez chwilę żałowałem, że to jednak nie grupa Waldkowa, ale naprawdę mogę szczerze polecić Janusza wszystkim. Po 2 dniach już „Jasio”, z ogromnym dystansem do siebie i świata, dzielnie przyjmujący na klatę nasze żarty, odpłacając się tym samym. Ogromna wiedza teoretyczna, dziesiątki lat wspinania w całej Europie, łatwość przekazania tej wiedzy w prosty sposób. Wiedział kiedy nam odpuścić, ale jednocześnie potrafiący bardzo dobrze zmotywować, tak, że bez zmrużenia oka sięgałem swoich limitów. Do klasyki przeszły takie maksymy jak:
„Co to kur$#a jest?!?” (Jasiu na widok osadzonej kości)
„Jasiu, a co Ty się tak garbisz?” (pytanie Bosmana, w dużej zlewie, Janusz próbował umieścić tylnią część ciała pod okapem)
„Mareeeek (Piotreeek), co robisz?” (Janusz, kilkunastokrotnie, na wskutek braku postępów przy wspinaniu/zakładania stanowiska)
„Co zrobiłeś zimą na Kazalnicy? nic? to o czym my rozmawiamy?” – o kryteriach podziału na wspinaczy i resztę 🙂

Jasio Instruktor
Jasio Instruktor

O ile Janusz był naszym głównym instruktorem, drugą grupę prowadzili Waldek Niemiec (w Paklenicy) i Piotrek Dębski (w Tatrach).

Ekipa

Oprócz Janusza, w zespole miałem Piotra Bosmana i Piotra Abiturienta. Pierwszy, marynarz, który co pięć miesięcy, na następne pięć miesięcy schodzi na ląd i łoi 🙂 Niesamowicie dowcipny, towarzyski, rozgadany, nawigator oraz drugi oficer na statku. Japa Mu się nie zamykała 🙂 Pokonał pół Murowańca na rękę (chociaż na początku nikt Mu nie dawał większych szans), do schronu wtachał 2 plecaki – 80 i 45 🙂 Piotr Maturzysta – najmłodszy na kursie, ale dawał radę. Pomocny w każdej sytuacji, również mocno wszechstronny – poczynając od jakichś tam sztuk walki, kończąc na ratownictwie medycznym. Znamienne było, jak sprawdzaliśmy w trójkę wyniki Jego matury (oraz automatycznie to, czy sie dostał na studia medyczne w Warszawie). O ile na wyjściach terenowych we czwórkę stanowilśmy zamknięty, zgrany team, to po powrotach z gór łączyliśmy się z drugą grupą – czyli Gorylem i Ptakiem z Kielc oraz Marcinem z Warszawy (wszyscy ŚKW). Znali się już wcześniej, przed kursem, więc również tworzyli zgrany zespół. Wiieczorami mocno się integrowaliśmy, szczególnie na Hali, gdzie zmęczenie było mniejsze, a warunki lepsze by opróżniać kolejne butelki żołądkowej 🙂 Innymi słowy – cała ekipa na duży plus.
Klasyczne teksty:
„napieraj, świeży jesteś”
„dajesz z krzona”
„chrr” (świńskie chrumknięcie, powstałe na kanwie kawału)
„Jezusicku, Muatko Buoska, leceeeee”

Piotry na Setce, z lewej Młodszy, z prawej Starszy
Piotry na Setce, z lewej Młodszy, z prawej Starszy

Miejsca

Paklenica – 1200 km od Krakowa, ogromny wąwóz, z początku naszpikowany drogami bardziej o charakterze skałkowym, z bardzo fajną Anicą Kuk, gdzie już można poczuć klimat górski. Skała to wapień, ale z niesamowitym tarciem, który drze (przynajmniej moje, delikatne :D) dłonie jak żyletki. Przewaga nad Tatrami jest taka, że pogoda jest prawie pewna oraz to, że mając ścianę 350 metrów i 10-12 wyciągów – każdy wyciąg ma swoje trudności – a nie część jest rzęchowa, część to łąki a tylko część to trudności. Tak więc wspinania jest dużo. Większość dróg jest obite, pięknymi srebrnymi spitami, co nie znaczy jednak, że nie trzeba nosić nic swojego – kości i friendy się przydawały. Drogi w miarę dobrze oznaczone, przy tym dość krótkie podejścia. Wadą jest podobno duży skwar w dzień (my tego nie doświadczyliśmy), tak że trzeba wychodzić około 4.00 rano, żeby wracać jeszcze w okolicach południa (a popołudniu relaks na plaży podobno 🙂 )

Paklenica znad zatoki
Paklenica znad zatoki

Spaliśmy na kampie „Marko” – dobrze umiejscowionym – z jednej strony blisko do knajpy z żarciem i zatoki, z drugiej strony, samochodem 5 min na parking do wspinania.
Tatry – spaliśmy w Murowańcu, którego przedstawiać nie trzeba. Wszystkie drogi robiliśmy na Hali. Trafiliśmy na granit przeważnie mokry, ale o dobrym tarciu. Fajne, techniczne wyciągi tasowały się z marnymi, rzęchowatymi, kruchymi odcinkami. Janusz łoił wszystko w swoich technicznych trekingach, my zmienialiśmy często trekingi na balety i odwrotnie. Jakoś bardzo nie dawały się we znaki „długie” podejścia pod ściany – roboilśmy większość w okolicy godziny, więc bez tragedii.

Trudności

Przed kursem, przygotwałem się na Jurze tak, żeby w miarę swobodnie łoić krakowskie V+. Zespół miałem na podobnym poziomie, ale Janusz potrafił z nas wyciągnąć maksa, a nawet więcej 🙂 W Paklenicy łoiliśmy z reguły mocne piątki, z najlepszą Mosoraską 5c, w Tatrach raczej czwórki z tendecją na piątki, ale zdarzały się też słabsze drogi jak Świnica. Generalnie nie lataliśmy, ale pare razy się zdarzyło. Mi dwa razy na drodze 5a i raz trochę spadłem (ale na nogi, asekurant nic nie poczuł na linie) znad przelotu na półkę.
Bardziej dały się we znaki kontuzje i zmęczenie. W Paklenicy harataliśmy ręce, w Tatrach ja miałem problemy z lewą stopą (dużym palcem). Przesyt czy też zmęczenie fizyczne, dało się odczuć około 3 dnia w Paklenicy i również 3-4 dnia w Tatrach (co dziwne, w Tatrach to przeszło, w ostatni dzień przyszła znowu ochota na łojenie).

Walka na najtrudniejszym wyciągu drogi - 5c
Walka na najtrudniejszym wyciągu drogi - 5c

Koszta

Teoretycznie, suchy koszt kursu to 2500 zł, ale trzeba doliczyć:
– transport do Paklenicy – 300 zł (paliwo, autostrady)
– spanie w Paklenicy – 40 kun za dobę (ok 26zł) na kampie
– żarcie w Paklenicy – na śniadanie i kolacje można było się zaopatrzyć w pobliskim sklepie gdzie ceny są trochę wyższe niż w Polsce, obiady jedliśmy w fajnej knajpie u Dinka – średnio wychodziło 40-50 kun + 12 kun za piwo co daje w sumie jakieś 35-40 zł za obiad
– wstęp do Parku (tam się wspinamy) – 120 kun czyli 78 zł za 5 dni
– spanie w Murowańcu – ok 32 zł za noc
– żarcie w Murowańcu – ok 30-40 zł za dzien
– alkohol w Murowańcu – 7,40 za piwo, 60 zł za 0,5 żołądkowej 🙂
To chyba wszystko, ale niestety koszta nie wychodzą małe.

Foto

Nie porobiłem dużo zdjęć, po prostu nie było czasu. Wspinanie w górach, to cały czas wyścig z czasem, a nie można sobie pozwolić na trzymanie dużego aparatu przy pasie, tak jak ma to miejsce w przypadku turystyki. Miałem przykręcony cały czas 17-50, do akcji być może było by lepsze coś dłuższego – nie wiem, może 28-75, może jeszcze dłuższe. Na skutek zlew w Tatrach, aparat się „zalał” i w tym momencie się czyści i suszy w serwisie, mam nadzieję, że przeżyje tą operacje.

Kozie
Kozie

Kurs taternicki, Paklenica – galeria zdjęć
Kurs taternicki, Hala Gąsienicowa – galeria zdjęć

2 thoughts on “Kurs taternicki, podsumowanie”

  1. Witam

    Fajny opis.
    To ja byłem w tym zespole równoległym, który będąc w Tatrach wyszedł w teren 2 razy przez 6 dni. 🙂

    Ale za to w Paklenicy Waldi nas tak przeorał, że chodziliśmy na drogi zarówno w dzień jak i w nocy. W ciągu 5 dni zrobiliśmy łącznie … 12 dróg :))) (z czego 4 w nocy)

    A dzień kiedy się zjawiliście w Murowańcu i litry wypitej żołądkowej (razem z koleżankami z Francji) zapamiętam na zawsze.

    Z taternickim
    Kajooo

  2. 12 dróg, no ładnie Was Waldi przegonił 🙂
    A z Murowańcem to było najgorsze to, że ta żołądkowa to tak prawie dzień w dzień 😀 Chłopaki dochodzili do siebie dopiero w okolicach 3 wyciągu na następny dzień 😀
    Pozdro 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *