Początek klasyczny. Prognoza pogody 100% słońca, Świr rzuca hasło czy byśmy gdzieś nie pojechali, po chwili dołączają Dorota i Ola, u mnie determinacja wyjazdu na narty sięga zenitu, a ostatnio dopadało trochę śniegu. Czyli jedziemy.
Wyjeżdżamy o 4.30, po 6 jesteśmy na rondzie, skąd po negocjacjach zabieramy się busem do Kuźnic. Dziewczyny z Marcinem katują Boczań, a ja marznę godzinę czekając na pierwszą kolejkę. Na Kasprowym zgodnie z zapowiedziami piękne słońce, dodatkowo stok w połowie wyratrakowany, w połowie prawie dziewiczy – więc nie zastanawiając się wiele – leniwy, ale dający wiele satysfakcji zjazd na rozgrzewkę do Murowańca. Tam czekam chwilkę na towarzystwo i po śniadaniu, po 9 wyruszamy w kierunku Krzyżnego.

Kościelec
Kościelec z innej niż zwykle perspektywy
Jak wiadomo, droga nie należy do super fantastycznych, ale jednak obcowanie z górami po tak długiej przerwie daje dużo radości. Najpierw las, Dubrawiska, na Zadnim Upłazie śladem poprzedzających nas skiturowców podchodzę wyżej i do Pańszczycy udaje się wykonać zjazd z kilkunastoma skrętami, w śniegu przypominającym świeży puch 🙂
Słońce cały czas operuje bardzo mocno, Marcin idzie w podkoszulku na ramiączkach 😀 reszta nie jest gorsza. W Pańszczycy pokazują się Buczynowe Turnie, a potem Krzyżne, ale też zaczynają się pierwsze problemy – śniegu jest więcej i już rozmiękczony przez temperaturę – przez co piechurzy zapadają się momentami i po pas.
Podejście na Krzyżne
Podejście na Krzyżne
Przed ostatnim podejściem, czekam na resztę, z lekkim niepokojem oglądając ślady lawin i lawinek z prawie każdego żlebu, ale w końcu podejmujemy decyzję, że idziemy do góry. Ja zakosami, dziewczyny ze Świrem na wprost mozolnie torując i brnąc po kolana i więcej w śniegu. Przed 14 jest Przełęcz, widoki na Słowację przepiękne. Jemy, robimy zdjęcia, w międzyczasie dochodzi jeszcze kilka osób, zaczyna się robić ciasno. Czas na ewakuację. Śnieg zamienił się już w usypującą breję, na trasie z kolei leży dużo grud „polawinowych” przez co zjazd mimo, że nietrudny, nie był zbyt komfortowy. Szybciutko osiągamy dno doliny i uciekamy w kierunku Murowańca, a potem Zakopanego. W kość daje zmęczenie i słońce, ale szczęśliwi i jakże usatysfakcjonowani, z czerwonymi twarzami i białymi śladami po okularach meldujemy się w Krakowie 🙂
Słowem podsumowania – pogodowo i towarzysko w dechę 🙂 narciarsko dobrze ze wskazaniem na bardzo dobrze, fotograficznie słabo, bo był eksperyment z filtrem połówkowym szarym, mało udany (tzn fitr w specyficznych warunkach napewno jest świetny, ale bardziej uniwersalny jest polar).

Zimowe Krzyżne – galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *