Photmotive > Fotografia > Kozi Wierch wiosną 2007

Kozi Wierch wiosną 2007

Od kursu turystyki zimowej minęły prawie 3 miesiące, a z Arkiem nie mogliśmy się dogadać co do wspólnego wyjazdu. Wreszcie jest. Weekend, dodatkowo dołącza Budzik, z którym 5 Stawów atakujemy już w piątek, Arek ma dojechać w sobotę skoro świt. Z ciekawostek piątkowych – ze względu na beton, podchodziliśmy ciut krótszą (ale w innych warunkach zupełnie nie praktyczną) drogą „pod wyciągiem”.

Niestanardowe podejście do Piątki

Niestanardowe podejście do Piątki


Sobota wita nas straszną lampą, żadnej chmurki. Około 7 dociera Arek, dajemy mu chwilę odsapnąć i ruszamy w stronę naszego dzisiejszego celu czyli Koziego Wierchu. Szybko pozbywamy się wszelkich okryć wierzchnich. Czas nas nie goni, więc często odpoczywamy.
Piknik straszny

Piknik straszny


Podejście jest strasznie mozolne, Budzik bez presji w pewnym momencie rezygnuje i zakłada drugi obóz wysunięty, czekając, aż obskoczymy z Arkiem szczyt. Ten niedługo się wreszcie pojawia. 30 min, zdjęcia, bułka, obserwacja narciarza, który w międzyczasie nas dogonił i zjechał. W końcu dupozjazd.
Atak Koziego stylem klasycznym

Atak Koziego stylem klasycznym


Rozpoczęty mimowolnie, przy zejściu, przez przepadający śnieg, który po prostu nas poprzewracał. Dramatu dodał jeszcze aparat, który wyleciał Arkowi z kieszeni, ale Arek dzielni rzucił się za nim na brzuchu, głową w dół 😉 Wszystko skończyło się szczęśliwe, a my z toną śniegu w gaciach i brzuchami bolącymi od śmiechu powłóczyliśmy do schronu.
Schronisko w 5 Stawach Polskich

Schronisko w 5 Stawach Polskich


Niedziela nie była już taka radosna. Pogoda co prawda dalej była jak żyleta, ale nam zaczęła z twarzy i ogólnie głowy lać się ropa 😉 na oko, poparzenia 2 stopnia. Arek z Budzikiem mając wszystkiego dość, zbiegli na dół i zrobili sobie przejażdżkę na Słowację, a ja po chwili zastanowienia, ruszyłem w kierunku Zawratu (alternatywą był Szpiglas) i właśnie przez Halę Gąsienicową zbiegłem do Kuźnic i ronda gdzie czekała na mnie szalona Corsa Arka.
W Bielskich wiosna pełną gębą

W Bielskich wiosna pełną gębą


Weekend bardzo udany – mimo oparzeń, które dawały znać o sobie jeszcze dobre dwa tygodnie. Kawał fajnej przygody, bez napinki.
Fotograficznie – eksperymentalnie wziąłem tylko 70-300, więc to co udało mi się zrobić to tylko testy i uczenie się. W relacji wykorzystałem też zdjęcia Arka i Budzika (niestety nie wiem które są czyje) – mam nadzieję, że mi to wybaczą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *