Warunek w górach coraz lepszy, ale mocny lawinowo. Od paru dni sypie nonstop, niestety przy akompaniamencie silnego wiatru. Aśka jęczy nad głową, że chciałaby pojeździć. Mariany chcą posiedzieć z Szymkiem. Łącząc wszystkie punkty łamigłówki – Kasprowy stokowo!. Ale żeby nie było za łatwo, decyduje się wziąć tury – jest duże prawdopodobieństwo kolejki do kolejki, więc łatwiej będzie nieść jedną parę nart niż dwie.

Podejście na Gorzyczkową
Podejście na Goryczkową
Na Rondzie o 8:00, w Kuźnicach 8:30. Zgodnie z przewidywaniami – kolejka gdzieś na 2 godziny stania, więc krokiem dostojno-emeryckim turlamy się prawie godzinę na Goryczkową. Zimno – mniej niż -10, ale w lesie przyjemnie, marsz rozgrzewa.
Na polanie okazuje się, że terminal do kart w kasie zamarza i 10 osób które stały przede mną, obsługiwane jest przez kolejną godzinę. Mały dramat. No nic, w końcu, przed 11:00 pakujemy się z Aśką na krzesełko. I tu dopiero zaczyna się masakra. Po minięciu pierwszych dwóch słupów zaczyna się WIATR. Próbujemy osłonić jakoś twarze, ale z małym powodzeniem.

Kocioł Goryczkowy
Kocioł Goryczkowy
Zjazd. Cali skostniali dopinamy buty i jazda. Jak z piekła do nieba. Jest średnio twardo, ale nawet moje miękkie SweetDaddy dają radę. W Kotle ekstaza. Prędkość i kontrola. 10 minut i cieszymy michy w kolejce do wyciągu. Na prawdę – kilka chwil zjazdu kompensuje całe cierpienie krzesełka 🙂

Zjechaliśmy 4 razy – była dość duża kolejka, my jakoś bez napinki, w dodatku Aśka zaczęła mamrotać, że nogi ją bolą już po pierwszym zjeździe. Po decyzji o zjeździe – nartostrada i dojazd do samego auta, zaparkowanego w COSie. Dobry wyjazd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *