Skład trzyosobowy – ale tym razem, zamiast Mańka – Piotrek Doktor z mojego kursu. 6.20 wychodzimy z Vysnych Hag, Batyżowiecki Staw wita nas standardowo przenikliwym wiatrem w okolicach 8.00. Obchodzimy staw i kamerdulcami idziemy Batyżowiecką Doliną. Z daleka widać Walowy Żleb, w który mamy wejść, ale u jego wejścia, kręci się jakiś człowiek. Chłopaki nerwowo żartują, że to napewno filanc, ale gdy podchodzimy, okazuje się, że to słowacki turysta, który nie bardzo wie gdzie zacząć, a uderza na Zadni Gerlach. Wędrówkę kontynuujemy dalej razem. Coś chyba poknociliśmy, bo początek napewno nie był 0+, powiedziałbym, że to było okolice 2-3 :), ale dalej już jest łatwo i nawet nie bardzo krucho.

Na podejściu Walowym Żlebem :)
Na podejściu Walowym Żlebem 🙂

Dostajemy się na Przełęcz Tetmajera, skąd przytłacza trochę widokiem grań prowadząca na Gerlach, dodatkowo tego dnia oszroniona, a miejscami zalodzona.
Gerlach z Przełęczy Tetmajera
Gerlach z Przełęczy Tetmajera

Na razie zostawiamy zbędny balast na przełęczy i idziemy w lewo – na Zadni Gerlach, który osiągamy po ok 15 minutach łatwym terenem. Po drodze obserwujemy szczątki samlotu rozbitego w 1944 roku.
Szczątki samolotu na Zadnim Gerlachu
Szczątki samolotu na Zadnim Gerlachu

Na szczycie niezłe widoki, pokazało się również Widmo Brockenu. Zbiegamy bo czas zaczyna gonić. Szpejenie i do góry. Postanawiamy iść po bożemu, ze stanowiskami, a jak będzie łatwo to na lotnej. Prowadzę pierwszy wyciąg, jest łatwo, drugi Piotrka już jest trudniejszy, podobnie mój trzeci i znowu Piotrka czwarty. Przeloty z reguły z taśm na blokach, kilka kości też siadło. Dostajemy się na grań skąd już na takiej dziwnej „pół lotnej” wchodzimy na wierzchołek z krzyżem.
Piotrek poszedł do góry żeby nas wciągniąć :)
Piotrek poszedł do góry żeby nas wciągniąć 🙂

Na wierzchołku nie ma dużo miejsca, ale szybko załatwiamy zdjęcia, wpis do puszki (nie było zeszytu (sic!)) i uciekamy w dół. Tu Łukasz wykazuje się kunsztem, prowadzi nas pewnie, szybko i bezbłędnie do samego dna doliny przez Batyżowiecką Próbę. Zejście nie jest trywialne, widać dużo usuniętego żelastwa, tylko łańcuch zostawiony pod samym szczytem i klamry na samej Próbie. Dalej mocno zmęczeni, w stanie „czuwania” zbiegamy do samochodu. Koniec akcji w zupełnych ciemnościach, czas akcji ponad 14 godzin.
Fajna wycieczka, wreszcie trzeba było użyć liny nie tylko do zjazdów. Mamy jeszcze dużo do poprawienia jeżeli chodzi o sprawność w posługiwaniu się sprzętem, ale to przyjdzie z czasem :). Trudności techniczne na odcinku Przełęcz Tetmajera Gerlach – kilka miejsc trójkowych, ale większość łatwo, cały czas towarzyszy duża lufa. Ktoś pisał o tłumach w Tatrach – spotkaliśmy 4 osoby, w tym nikogo (!) na odcinku szlakowym. Fotograficznie nieźle, ale bez rewelacji.

Wejście na Gerlach od Przełęczy Tetmajera – galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *