Łomnicę „znam” gdzieś od kilkunastu, może nawet 20 lat. Prawie w każdą zimę meldowaliśmy się na Łomnickiej Przełęczy, katując tamtejszy stok narciarski i wyciąg, przy okazji z przyjemnością obcując z pięknymi widokami. Kopuła szczytowa przyciągała w miarę łatwą drogą od Przełęczy, ale z drugiej strony to by było jednak za proste. Od pewnego czasu zaczął krystalizować się plan wejścia Jordanką, dodatkowo zahaczając o również „pożądany” Durny Szczyt. No i w poniedziałek wreszcie na gg padło sakramentalne „pogoda jest, jedziemy, spotykamy się 5.10 pod Krakiem” 🙂
Spokojnie wyjeżdżamy pierwszą kolejką z Hrebienoka i turlamy się do Terinki. Łukasz, targający sznurek trochę narzeka na zmęczenie, ale pniemy się do góry, W schronisku lekki odpoczynek i z prawej strony obchodząc Pośredni Staw Spiski wchodzimy w żleb ze śniegiem (skąd ten Chmielowski wiedział że tam będzie śnieg? 🙂 ). Z początku bardziej na prawo, raczej nie trafiając w opis a idąc bardziej na czuja, idziemy najpierw żlebem spadającym spod Durnej Przełęczy, by po chwili trawersować w lewo w żleb spod Małej Durnej Przełęczy.

Odpoczynek i obserwacja drogi sprzed miesiąca :)
Odpoczynek i obserwacja drogi sprzed miesiąca 🙂

Podejście na Małą Durną Przełęcz jest opisane jako łatwe, ale z naszą tendencją do gubienia ścieżek, kilka/kilkanaście razy zmusiła do użycia rąk. Około 12 z minutami osiągamy Małą Pośrednią Przełęcz, jak nazwa wskazuje niezbyt rozległą (tak na 2 osoby w sam raz) i po ubraniu uprzęży ruszamy w górę. Tutaj była chwila zawahania, bo droga na Mały Durny Szczyt w przewodnikach opisana jest jako „bardzo łatwa” tymczasem pierwsze 2-3 metry wejścia na grań nie są trywialne (a przynajmniej w naszym wariancie nie były), co przyniosło myśli typu „czy my napewno jesteśmy na dobrej przełęczy?” albo „kura, jak tu jest bardzo łatwo to jak będzie tam gdzie jest nieco trudno?” 🙂 Ale na grani było już spokojnie.

Widok z Małego Durnego w stronę Tatr Bielskich
Widok z Małego Durnego w stronę Tatr Bielskich

Dalej zejście do Durnej Przełęczy, gdzie miały się zacząć trudności. Z lewej strony omijamy widoczną z Terinki Durną Igłę i za Przełęczą Pawlikowskiego (siodło Durnej Przełęczy) idziemy już do góry. Plan był taki żeby się tam związać, ale w sumie Łukasz poszedł na rekonesans, stwierdził że w górę nie wygląda trudno, więc w dalszym ciągu oszczędzamy czas i linę 🙂 Faktycznie po 20 minutach, nie napotykając na jakieś większe niż zwykle trudności meldujemy się na wierzchołku Durnego Szczytu.

Poza na Durnym z Łomnicą w tle
Poza na Durnym z Łomnicą w tle

Wpis do zeszytu i ruszamy dalej w stronę Łomnicy, która zdaje się być na wyciągnięcie ręki 🙂 Szukamy pierwszego ringa do zjazdu, nie bardzo możemy go znaleźć, wreszcie jest… ale to nie ten 🙂 Dopiero po przejściu kolejnej szczerbinki, Łukasz melduje znalezisko, rozwijamy linę i zjazd. W międzyczasie okazuje się, że ringa trzeba dokręcić palcami, bo nakrętka sobie luźno lata, a klucz który mam przy jebadełku jest w innym rozmiarze. Po kilku minutach Łukaszowi udaje się zlokalizować kolejny punkt do zjazdu.

Pierwszy zjazd z Durnego Szczytu
Pierwszy zjazd z Durnego Szczytu

Pierwszy zjazd w okolicach 15 metrów, drugi dłuższy – ok 25 metrów. Osiągamy Klimkową Przełęcz i po minięciu chyba dwóch turni spotykamy Jordankę – osławiony, najtrudniejszy ubezpieczony (ale nieoznakowany) szlak turystyczny w Tatrach 🙂 Łańcuchy i klamry bogato zdobią przejście, pomagają trochę nawigacyjnie, ze 2-3 razy również technicznie.

Jordanka - mocno ubezpieczona, ale wcale nie łatwa turystycznie
Jordanka - mocno ubezpieczona, ale wcale nie łatwa turystycznie

Szybko docieramy do 20 metrowego Komina Franza, gdzie również w towarzystwie wszelkiego rodzaju żelastwa, wychodzimy w pobliże kopuły szczytowej Łomnicy, skąd już łatwym terenem do barierek górnej stacji kolejki 🙂 Szybkie formalności apropos zjazdu do Skalnatego Plesa (tzn zapłata 10? od łebka 🙂 ), kilka zdjęć i pojedynczo (tzn Łukasz, a po 20 minutach kolejnym kursem ja) jesteśmy zwożeni, by pobiec do następnej kolejki na Hrebienoku i o godzinie 18.10 zacząć pakować się do auta 🙂 czas akcji górskiej wspomaganej kolejkami – niecałe 11 godzin.
Trudności spotkane na drodze – nawigacyjnie, mając opisy z Chmielewskiego i Jaćkiewicza oraz wspomagając się relacjami z for (-um) – raczej nie było trudno. Technicznie – odcinek do Klimkowej Przełęczy – taki zwykły jedynkowy, z tendencją do łatwego wpadania na miejsca dwójkowe :). Dalej Jordanką podobnie, czyli turystycznie trudny, wspinaczkowo raczej z tych łatwych.

Pierwsze co, to na szczycie trzeba było zamówić piwo :)
Pierwsze co, to na szczycie trzeba było zamówić piwo 🙂

Fotograficznie, było ostre słońce, chowające cienie w ciemności, a prześwietlające wszelką jasność 🙂 w dodatku gdzieś w okolicach Durnego Szczytu jakoś magicznie przełączyłem pomiar światła na punktowy, co już wogóle popsuła partię zdjęć.

Grań Durny Szczyt – Łomnica – Zdjęcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *