Wyjazd od conajmniej tygodnia uzgodniony, chociaż cel się zmieniał jak w kalejdoskopie. Ostatnia wersja to taka, że chłopaki jadą łoić dziury w okolicach Kościeliskiej, a ja lecę do Kondratowej i na miejscu myślę co robić (prognoza pogody niestety nie była optymistyczna). Podróż piątkowym popołudniem minęła o dziwo szybko, może dlatego że jechaliśmy przez Wieliczkę, Dobczyce i Mszanę, wyskakując na Zakopiankę dopiero w Rabce.

Tatry z Zakopanego
Tatry z Zakopanego

Tak jak było ustalone, zostawiam Łukasza i Mańka w Kirach, a sam parkuje w COSie, narty na plecak i od ronda (na busa było już za późno) z buta narciarskiego w średnio szybkim tempie. Schron zdobywam po niecałej godzinie marszu, nawet troszkę przypociłem 🙂 Nart nie zakładałem bo śnieg nadający się do jazdy pojawił się dopiero jakiś kilometr przed celem, a na tym całym lepieniu fok, przypinaniu pasków itd straciłbym sporo czasu. W Kondratowej oczywiście pięknie kameralnie, oprócz mnie dwie osoby z obsługi i troje gości 🙂 W pokoju miałem ‚chrapiącego’ towarzysza więc przez większość nocy leciała mi mp3, ale wydawało mi się że cały czas pada deszcz i wieje.

Rano pogoda się nie zmienia, leje deszcz i mocno wieje. Musze zjechać do Kuźnic po lepsze foki, nartostrada jest jakby troszkę bardziej naśnieżona więc jadę ile się da i z buta robię tylko 10 min 🙂 W Kuźnicach wobec braku perspektyw pogodowych, decyduje się na wyjazd kolejką na Kasprowy – w kasie mnie ostrzegają że na górze bardzo ciężkie warunki o krzesełka nie kursują. W wagoniku faktycznie buja jak nigdy, jakoś trafiamy w budę na szczycie 🙂 , jak się okazuje był to ostatni wyjazd w górę wagonika z pasażerami, będą jeszcze 2 kursy, ale tylko w dół. Pogoda na zewnątrz o tyle lepsza, że pada śnieg nie deszcz, ale dosyć specyficznie – w poziomie 😀 Wiatr jak mówi megafon – w podmuchach do 100 km/h, ale wydaje mi się ze ten podmuch to jest jeden wielki i trwa cały czas. Siedzę godzinkę w budynku, bar oczywiście nieczynny, obsługa zjechała na dół, a ja się nie mogę nawet herbaty napić, bo Aśka nawypożyczała termosy 🙂 O 10.30 zaczynam się powoli zbierać do wyjścia – myślę sobie może zrobię Beskid, może Liliowe, a może nawet przełęcz Świnicką. Przyklejam foki, dopinam kurtkę, otwierają się drzwi i moje plany diametralnie się kurczą 😀 Idę jakieś 50 metrów, nawet nie wiem czy już minąłem odnogę na goryczkową, po chwili wychodzę chyba na grań gdzie jeszcze bardziej wieje i jeszcze bardziej nic nie widać 😀 odsłonięty nos bombardują mi igiełki lodu. Nagle z mgły wyłaniają się 5 metrów ode mnie jakieś postacie – doszli 20 metrów dalej, ale wracają, zjeżdżają do Gąsienicowej. Po krótkiej walce też decyduję się na wycof, zjadę sobie do Goryczkowej i może tam coś wymodzę 🙂 10 minutowa walka z fokami (żeby je zdjąć z nart i zapakować do plecaka) i zaczynam zjazd. Ze 4 razy się po drodze wypieprzyłem 🙂 – nowy sprzęt, brak widoczności, zaspy śniegu pomieszane z lodowymi polami. Po drodze mijam narciarza pechowca, którego TOPRowcy pakowali do tobogana. Dojeżdzam do miejsca gdzie zaczyna się nartostrada do Kuźnic, w tymi miejscu znowu pada deszcz, postanawiam się totalnie wycofać, wracając do auta 🙂 Na nartostradzie cały czas pada deszcze, ale momentami słońce wychodzi zza chmur, w głowie pojawia się myśl żeby jeszcze coś szarpnąć jednak, ale jednak zmęczenie daje za wygraną – o 12.30 jestem na rondzie gdzie wcinam w Kolibeckiej placki po węgiersku, po czym pakuje się do auta, mała sesja zdjęciowa na łąkach koło Kościeliskiej, o 16.00 odbieram chłopaków i do Krakowa 🙂 Następnym razem jadę na bank pogodę, choćby miał to być środek tygodnia 🙂

  • sprzęt narciarski: Buty Scarpy F3, wiązania Diamiry Explore, narty Atomic Sweet Daddy 🙂 – pierwszy szok – cały komplet ultralekki (przynajmniej w porównaniu do sprzętu zjazdowego). Tym razem nie obtarło mnie nic, szedłem w sumie jakieś 1,5 godziny na butach, 20 minut na nartach + 40 min zjazdu. W zjeździe jednak czuje miękkość szczególnie butów, poza tym mam wrażenie że buty mi się uginają (łamią) w stopie – F3 mają taki specjalny ficzer który ułatwia chodzenie, ale teoretycznie przy zapiętym wiązaniu, szyna wiązania powinna niwelować ten efekt, a jednak.
  • z czystym sumieniem mogę polecić serwis narciarski Witka Gątarskiego. Szybko, profesjonalnie i jeszcze z miłą atmosferą i małym instruktażem dla początkującego. Odwiedziłem też wypożyczalnię Yurtski – odniosłem wrażenie że mają lepszy i nowszy sprzęt niż wypożyczalnia TatraTrade przy rondzie.
  • zdjęć nie narobiłem, ale miałem 3 słoiki i jedną puszkę w plecaku 😀 tzn narobiłem, ale siakieś kwiatki na dole 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *