Baranie Rogi długo nie chciały puścić. Najpierw w październiku, kiedy byliśmy już nawet na Baraniej Przełęczy, brak czasu i słabe warunki śniegowe zmusiły do zejścia. Ostatnio wycof zaliczyliśmy z parkingu w Smokovcu, bo zapomniałem butów 🙂 Tym razem prognozy bankowe, lawinowo spadło do trójki, więc jedziemy.

Żółta Ściana
Żółta Ściana
Ale nie tak prędko. Przed Zdiarem coś mi zaczęło dziwnie szurać pod samochodem. Płyta duraluminiowa – zerwały się nakrętki podtrzymujące jej tył. Na szczęście zestaw kluczy w bagażniku, więc po 20 minutach jedziemy dalej, tyle że płyta towarzyszy Mańkowi na tylnym siedzeniu. Dojechaliśmy do Smokovca i następna niespodzianka – kolejka na Hrebienok ma tygodniową przerwę techniczną, więc zaoszczędzimy 5.70 euro, ale stracimy 40 min i trochę sił 🙂 Dalej już było nieźle, w dobrym tempie mijamy schronisko Zamkovskiego i wychodzimy z lasu. Niestety, spod Chaty Teryego jest trochę lawinisk, część przecina widoczną ścieżkę.
Lawiniska zewsząd
Lawiniska zewsząd

W Terince drugie śniadanie (później się okazuje, że jesteśmy jedynymi w tym dniu gośćmi) i ruszamy w kierunku Baraniego Sedla. Niestety chmurzy się, a dodatkowo plusowa temperatura powoduje, że śnieg robi się nieprzyjemnie mokry. Drzemy do góry. Przełęcz. Zostawiam narty, zapinamy raki i szukamy drogi do góry. Drugi żleb, pod grań, trawers i wychodzimy na pole śnieżne, by po chwili przywitał nas szczyt 🙂 Śnieg wyżej niezły, także raki trzymają. Na górze sesja.
Pyszne
Pyszne

Czasami pokażą się Pyszne, czasami Kieżmarski, nawet widać coś od święta w stronę Pośredniej Turni. Schodzimy i zjazd z przełęczy. Śnieg jest ciężki, myślę że to jedne ze słabszych warunków jakie spotkałem w mojej krótkiej karierze skiturowej, stąd kilka gleb i styl raczej ratunkowy 🙂 Dodatkowo pod sam koniec, trochę za bardzo się rozpędziłem, we wszechobecnej bieli nie zauważyłem, że stok się wypłaszcza i zaliczyłem glebe w stylu skoczka narciarskiego, który nie ustał skoku, tzn prasnąłem plecami i głową mocno o podłoże 🙂 Skutki – mocny ból szyi i lewego nadgarstka.
Dalej już bez historii. Znowu ratunkowy zjazd od Terinki do Doliny Małej Zimnej Wody i lasem w miarę szybko do samochodu. Chłopaki zjawiają się 40 minut później, klnąc na wszystkie strony, mokry, przepadający śnieg.
Trawers pod samą granią
Trawers pod samą granią

Słowem podsumowania. Nastawialiśmy się na Baranie Rogi od dawna. W warunkach zimowych, od Terinki, trudności są porównywalne do zimowych Rysów od polskiej strony, ciut łatwiejsze bo krótsze, ale ciut trudniejsze bo trzeba myśleć nad drogą (na Rysach to wiadomo, w rysę i na kopułę od przełączki) i jest mniejsza szansa na przedeptanie. Myślę, że w tych warunkach śnieżnych i lawinowych, poszliśmy optymalną drogą, w pogotowiu mając dodatkowo możliwość pełnej asekuracji. Satysfakcja, tak jak i zmęczenie po wycieczce – ogromna 🙂

Galeria z zimowych Baranich Rogów

I jeszcze relacja na forum.

2 thoughts on “Baranie Rogi zimą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *