Pojechaliśmy trzeci raz z rzędu. Z duszą na ramieniu, bo dwa poprzednie kończyły się nie najlepiej (Żelaźni, Białorusini). Wybór padł na niedziele, mimo słabszej pogody, ale w efekcie wybraliśmy dobrze, nie było upału i słońca przez cały dzień. Wyjazd z Krakowa o 6:00, dojechaliśmy parę minut po ósmej. Mimo, że nie było wyznaczonego parkingu dla prasy, jakimś cudem dojechaliśmy w zasadzie pod samo biuro prasowe. Po odebraniu akredytacji postanowiliśmy się przejść po stojankach – pierwsze pokazy na jakie nastawialiśmy się, ruszały po 11:00.
Statyka jakby biedniejsza niż w latach poprzednich. Trochę śmigłowców, Tornado, Eurofighter, Mig 21, Mig 29, F16, A10, kilkanaście mniejszych samolotów, kilka Herculesów. O 10:00 byliśmy po 🙂

Mi-14 Marynarki Wojennej
Mi-14 Marynarki Wojennej

Zaczęliśmy studiować mapę lotniska i szukać autobusu, który miał nas zawieźć na sektor południowy. Po drodze dołączył do nas spotter z Japonii (chyba, w każdym razie skośnooki), który ni w ząb nie rozumiał po polsku, średnio po angielsku, zupełnie zagubiony. Po 30 minutach ustaliliśmy miejsce odjazdu, a po 45 minutach podjechał bus 🙂
Press/Spotter Bus :)
Press/Spotter Bus 🙂

Niestety, ten ze zdjęcia został po chwili cofnięty ze względu na małą ilość chętnych (4) i pojechaliśmy zwykłym Honkerem, ale i tak było fajnie. Jeszcze przed przejazdem ucieka nam Lim 5 (Mig 17), przez drzewa widzimy, że daje bardzo dobry pokaz, szczególnie, że ten model samolotu pamięta szalone lata pięćdziesiąte.
Na sektor południowy, dzięki mobilizacji kierowcy Honkera przez panią Press Blond Opiekunkę wjeżdżamy bardzo szybko i dzięki temu obserwujemy jeszcze pokaz P-38 Lightning z RedBulla. Patrzę z przyjemnością, bo P-38 to jeden z tych samolotów, którego model długi czas stał sklejony u mnie na półce. Równie ładny pokaz, na dużych prędkościach.
P-38 Lightning
P-38 Lightning

Chwila oddechu ze śmigłowcami (RedBull, Marynarka Wojenna), przedzielona jednak startującym, ukraińskim Su-25, który eskortował An-26. Akrobacyjny PC-7, start Biało-Czerwonych Iskier i przelot różnych formacji Grot.
Teraz pierwszy gwóźdź programu. Szwajcarski zespół akrobacyjny Patrouille Suisse. Mimo, że korzystają ze startych F5 II, to jednak te samoloty mają coś w sobie, ładnie wyglądają, pokaz zrobił duże wrażenie.
Patrouille Suisse
Patrouille Suisse

Następny w kolejce – grecki F16. Po starcie, jeszcze zdążył odbyć się pokaz polskich Mi-24, ale bez szaleństwa (cały czas mam w pamięci „tańce” 4 śmigłowców cztery lata temu, które były o niebo lepsze). Mi wylądowały, Grek wrócił. Jak to ktoś napisał, Grecja niby pogrążona w kryzysie, ale stać ich, żeby pokazać swój samolot. W dodatku pilot, zapewne zaprawiony w solówkach z Turkami, pokazał jak wykorzystać potencjał F-16. Dobry występ.
Grecki F-16
Grecki F-16

Kolejny zespół akrobacyjny – Orliki. Dalej czeski Saab JAS-39C Gripen w ładnym malowaniu, w poprawnym pokazie, chociaż bez jakiegoś szaleństwa. Dalej belgijski F-16. Podobnie do Greka – od samego początku bardzo efektownie, na pełnym bucie, z flarami, z non stop włączonym dopalaczem. Również ocena bardzo pozytywna.
Belgijski F16
Belgijski F16

Na szczęście 🙂 znowu chwila oddechu – włoski treningowy AMX, pokaz Hinda, potem znowu włoski M346. Odlot P-38, polski Black Hawk z gracją ciął powietrze, kłaniał się publiczności. Znowu wracamy na najwyższy poziom doznań, niesamowitych prędkości, miażdżących przeciążeń, palników szarpiących swoim dźwiękiem klatkę piersiową. Z dolotu Mig-29UB, „Kościuszkowiec”. Symulacja przyziemienia i od tego czasu cały czas oba wyloty silników na pomarańczowo. Lubię eFy, ale Mig-29 jest klasą samą w sobie.
Mig-29 UB
Mig-29 UB

Po Migu – chorwacki zespół akrobacyjny Wings of Storm na PC-9. Bardzo ciekawy, schludny i czysty występ. Biało-Czerwone Iskry jak zwykle – dynamicznie i bezbłędnie. Czeski, szkoleniowy L-159A i kolejna atrakcja programu – pokaz taktyczny polskich Su-22. Taktyka opierała się na lataniu w koło i w pewnym momencie rzuceniu flar, ale miło było zobaczyć ten samolot, który bardzo dobrze pamiętam ze Świnoujskich plaż z końca lat 80-tych.
Su-22
Su-22

DogFight. Zdjęć prawie nie mam, bo ciężko było „ogarnąć” to wszystko, za dużo się działo. W domyśle „dobrzy” (2xF-16) mieli pogonić „złych” (2xMig-29). W efekcie jednak wyszło tak, że dwa Migi zastanawiały się dlaczego uciekają przed jednym eFem, bo drugi się zgubił, w dodatku podobno miała miejsce dość groźna sytuacja z jednym eFem z zejściem na zbyt niską wysokość za lasem (dlatego nie widzieliśmy tego) co wyraźnie się kojarzyło z Su-27. Ale ogólnie świetne wrażenie. Ryk silników czterech maszyn, dużo flar, skomplikowane manewry.
Walka skończyła się dość szybko, na scenę wchodzą Włosi czyli Frecce Tricolori latający na Aermacchi MB-339-A/PAN. Widowisko rozpoczynają jeszcze na ziemi, wypuszczając tłuste kłęby dymu w kolorach włoskiej flagi. Start i kilka figur w bardzo ciasnym zwartym szyku. Potem wszelkiego rodzaju efektowne mijanki, mocne malowanie nieba dymem, bardzo ładnie. Później dowiadujemy się, że program został skrócony ze względu na niską podstawę chmur.
Frecce Tricolori
Frecce Tricolori

Mocnym punktem programu był też włoski komentator, który przeplatanym polskim, angielskim i włoskim zabawiał publiczność. Gdzieś przeczytałem następujący cytat, który naprawdę mnie rozbawił

Spójrzcie na lewo, spójrzcie na prawo, spójrzcie w przód, spójrzcie za siebie. Wszędzie są TriColori. Ręce do góry, jesteście otoczeni.

Po trójkolorowych – pomarańczowy F-16 z Holendrem na pokładzie. Ten samolot znamy – zarówno sprzed dwóch jak i czterech lat. W dalszym ciągu bardzo efektownie, ładnie, a malowanie tylko dodaje uroku pokazowi.

Holenderski F-16
Holenderski F-16

I ostatni pokaz – Patrouille de France na Alpha-Jetach. Trzymają poziom, podobnie jak Włosi – bardzo zwarty szyk w kilku figurach, a potem efektowne przeloty.
O 18:15 pakujemy się, wracamy Honkerem na sektory dla publiczności, samochód i przed 22 jesteśmy w Krakowie.

Słowem podsumowania. Gołym okiem widać poprawę organizacji. Nie ma czekania, które towarzyszyło nam przy poprzednich edycjach. Ani na busa, ani na akredytacje, ani publiczność do kas, ani do toitoiów. Mimo pierwszego uczucia konsternacji, transport co godzinę Honkerem/Starem okazał się strzałem w dziesiątkę. Małe minusy – nie było parkingu dla prasy, musieliśmy trochę oszukiwać by wjechać na teren bazy. Drugi minus to brak ogólnie dostępnego planu czasowego pokazów. Dostaliśmy taki od Japończyka, skąd on wziął – nie wiemy. Z drugiej strony na duży plus trzeba zaliczyć intensywność widowiska – od 10:00 cały czas coś się w powietrzu działo, w zasadzie do samej 18:15.

Fotograficznie nawet nieźle. Dobry sektor, z początku duże zachmurzenie, potem nieśmiało wyszło słońce. Jeżeli tylko nie zapomniałem przestawić czasu (1/400 – 1/500 dla samolotów, 1/100 dla śmigłowców) – było dobrze.
Klasycznie ➡ Galeria z AirShow Radom 2011 na Flickr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *