ICM zapowiadał niezłą pogodę na czwartek, więc bez marudzenia o 8.00 zameldowałem się w Kuźnicach 🙂 Wyjazd standardowo kolejką (w kasach zupełnie bez ludzi, ale już w wagoniku mały tłok). Trochę chmur na niebie jest, wiatr też nie oszczędza, ale zakładam szybko foki i narty i jadę w kierunku Świnicy. Plan był taki żeby zjechać w prawo i przez Gładki dostać się do piątki, ewentualnie wrócić przez Zawrat, ale okazało się, że po pierwsze zapomniałem telefonu z samochodu, po drugie GPS coś słabo funkcjonuje, po trzecie pogoda jednak nie jest pewna, a po czwarte zbocza spadające do Cichej jakoś tak dziwnie lawiniaste mi się wydawały.

Z rana pogoda prezentowała się średnio
Z rana pogoda prezentowała się średnio

Wdrapuje się na Beskida, tam ściągam foki i zjeżdżam na Liliowe. Nie mam cholera pewności z nart zjazdowych, może to miękkie buty, może inny śnieg 🙂 Na Liliowym ostatecznie porzucam pomysł zjazdu do Cichej, po założeniu fok trawersuje Skrajną i Pośrednią Turnie, na Świnickiej Przełęczy zostawiam narty i z czekanem lecę zdobywać Świnicę 🙂 Śniegu jest w cholerę, więc idę ‚skałami’ tzn tam gdzie wystają bardziej spod śniegu, a nie źlebem którym prowadzi droga zimowa. W rzeczony źleb wchodzę dopiero w połowie drogi, a po godzinie od przełęczy włażę na wierzchołek taternicki. Wychodzi już na dobre słońce. Na szczycie siedzę około 30 min.
Szczytowanie na wierzchołku taternickim Świnicy
Szczytowanie na wierzchołku taternickim Świnicy
Próbuje wypatrzyć drogę na wierzchołek turystyczny, ale imho bez sznurka jeszcze się nie da 🙂 Zejście w zasadzie bez historii oprócz tego, że śnieg się zrobił miałki 🙂 Na przełęczy znowu postój, po chwili dojeżdżają chłopaki (chyba) z TOPRu ustawiający trasę do weekendowego Memoriału Malinowskiego. Oni także robią przystanek, nartami próbują ściąć nawis, ale ten siedzi twardo 🙂 Obserwuję technikę i sposób ich zjazdu, bo tak naprawdę nie bardzo wiedziałem jak się do tego zabrać 🙂 Jeden zsunął się 2 metry pod nawis (wyrąbanym wcześniej przejściem), drugi po prostu zeskoczył 8)
Piknik na Świnickiej Przełęczy
Piknik na Świnickiej Przełęczy
Wybieram bezpieczniejszy, pierwszy wariant, ale jakoś długo nie mogę się przemóc, aby zrobić pierwszy skręt – jest stromo i wąska, mam plecak który nagle zaczął ciążyć i jeszcze te niepewne, miękkie narty 😀 W końcu udało się, pierwszy skręt, drugi, zaczynam nabierać pewności i prędkości 😀 piąty, szósty i pac 😀 nie wiem czy mi się przypadkiem sama narta nie wypięła, ale fakt jest taki że pieprznąłem dość ostro 🙂 W głowie przeleciało mi wszystko co przeczytałem o takich upadkach – zaraz dostanę nartą w łeb (na paskach mam je przypięte do nóg), że się nie wyhamuje i walnę o jakieś skały, itd itp 🙂 o dziwo sam się zatrzymuje, wstaje, nic mnie nie boli, tylko śnieg mam wszędzie (za okularami, rękawiczkami, pod kurtką i kaskiem). No nic, pierwsze koty za płoty 🙂 zbieram się, kończę zjazd już w bardziej wdzięcznej części źlebu i dojeżdżam do stawów. Tam odpoczynek i zaczynam odczuwać satysfakcję, obserwując ślad w śniegu jaki zrobili toprowcy a potem ja 🙂 Godzina jeszcze młoda więc szusuję w kierunku Karbu i około 14.00 zaczynam tam piknik 🙂 Zjazd z Karbu do Czarnego Stawu Gąsienicowego już mi idzie lepiej – na początku źleb jest mniej strony, największa stromizna zaczyna się po ok 20 metrach, ale jest szerzej i już wiem z czym się to powinno jeść 🙂 Tym razem bez upadku, chociaż styl w dalszym ciągu pozostawia sporo do życzenia 🙂
Ze śladem :)
Ze śladem ze Świnickiej Przełęczy 🙂

Dojeżdżam do Czarnego Stawu, potem szybciutko do Gąsienicowej. Tutaj krótkie zastanowienie czy jeszcze pchać się na górę wyciągiem i jechać Goryczkową w dół czy jednak zejść przez Boczań do Kuźnic i wobec tego że zaczyna mnie trochę czas gonić wybieram opcję drugą. Narty zdejmuję pod Betlejemką, potem jeszcze na chwilę zakładam na Karczmisku, ale od Przełęczy Między Kopami już trzeba lecieć w butach 🙂 Wyjazd tym razem w 100% udany, mimo że pierwotnego celu nie udało się wykonać. Twarz mi spaliło mimo smarowania się dermosanem 🙂
Czarny Staw Gąsienicowy z otoczeniem
Czarny Staw Gąsienicowy z otoczeniem

Jeszcze słówko apropos różnic narty ‚boiskowe’ (zjazdowe) a skiturowe (w moim przypadku freeridowe Atomic Sweet Daddy + Diamir Explorer + Scarpa F3). Różnica dla mnie w technice jazdy jest duża. Warunki nie pozwalały żeby jechać tak aby ‚suwać’ tyły nart, a z kolei na jazdę na krawędzi nie pozwalał troszkę sprzęt (brak pewności) i wąskie źleby. Wydaje mi się że trzeba sobie wypracować taki złoty środek pomiędzy właśnie śmigiem, krawędzią a jeszcze dodatkowo takim ‚skakaniem’ podczas skrętu 🙂 Na dzień dzisiejszy moja technika wygląda słabo, tak jak wyglądają osoby początkujące na stokach przygotowanych, takie przekładanie narty wewnętrznej, trochę za sztywne prowadzenie nart 🙂 ale się nauczę 🙂

I jeszcze trudność zjazdów – w skali narciarstwa wysokogórskiego – najtrudniejsze zjazdy po stokach przygotowanych typu Goryczkowa/Gąsienicowa są wyceniane na 0 – czyli łatwe. Przełęcz Świnicka i Karb w skali 6 stopniowej są wyceniane na 2 🙂

Galeria z wypadu – na Flickr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *