Weselne harce czyli ogień do białego rana :)
Długo oczekiwane. W zasadzie sami znajomi. Babki świrowały od 2 miesięcy. Próbne fryzury, makijaże, paznokcie, no kurtka na wacie nie wiem jak tak można
W zasadzie cały ostatni tydzień stał pod znakiem wesela. I deszczu ![]()
Na szczęście w sobotę niebo się zlitowało. Przestało padać, chwilami nawet słońce wyjrzało zza chmur. Złe wiadomości to, że Budziki i Rębisie najprawdopodobniej się nie pojawią. Budziki usprawiedliwione, Rębisie trochę mniej. Ale wracając do soboty. Z rana dziewuchy pojechały o 7.00 (sic!) rano na fryzury właściwe
Mnie tylko kazały być o 9.00 na Szewskiej po kwiaty. Dałem radę, choć doszło do pierwszego nieporozumienia z Cobrą vel Szoferem
No nic, 11.00 jestem w domu.
Wypadałoby wypucować samochód bo po tygodniu ulew i burz nad Krakowem nie wygląda najlepiej. Nie lubię tego robić bo za każdym razem jak poleruję lakier – w oczy wali ilość rys i odprysków. No, ale cóż, tam gdzie drwa rąbią… 13.30 gotowe, prysznic, zapinanie francowatych guziczków w sukni Uli i jedziemy
Bez małej awantury się nie obeszło (“bo my zawsze musimy się wszędzie spóźnić”, mimo że do mszy było jeszcze spokojnie ponad godzinę czasu). Inna sprawa, że wszyscy, łącznie z limuzyną, Pszemem i rodziną już na nas czekają. W miarę szybkie błogosławieństwo i przejazd do Kościoła. Na mszy ksiądz opowiadał coś o uciętych rękach i zakupach nowego samochodu, w każdym razie było w miarę radośnie
Zdjęcia, życzenia i zonk
nie ma busów do przewiezienia gości
Po niecałej godzinie się znalazły, po następnej czekania już pod knajpą przyjechali młodzi (bo wpadli na pomysł żeby w międzyczasie zrobić zdjęcia na Rynku, a goście stali przed restauracją i czekali).
A impreza jak impreza. Rozkręcała się powoli, ale skutecznie. Miała lepsze i gorsze momenty. Na początku kiepskie usadzenie, ale inaczej się podobno nie dało. Parę wycieczek do okrągłych stolików i zaczęło się robić coraz weselej
Potem kontrowersyjny moment rozpoczęcia meczu
Męska część gości nagle się ulotniła, czego nie mogła zrozumieć Pani Młoda (nie każdy ma tak metroseksualne upodobania jak jej mąż i większość emocjonuje się np grą reprezentacji Polski w kopaną, a nie najnowszą kolekcją butów w Diversie)
No nic, po pierwszej połowie zostaliśmy rozgonieni, ale drugą też się udało prawie wszystkim oglądnąć (czy to w kuchni czy to w pokojach
). Po meczu – 12.00 i zamiast “sto lat” to “Polska, białoczerwoni”. Trochę siara, ale co tam
. Od tego momentu było już tylko lepiej. Prym zaczęli wieść Mariano Brothers. Stary nie miał problemów koordynacyjnych ale za to sprawiał wrażenie mocno nieprzytomnego, młody za to kontaktował ale miał problemy z utrzymaniem się na nogach
Po tym jak młody poszedł nurkiem w tuje, teściowa postanowiła położyć synów spać i chyba dobrze dla wszystkich
Dalej tańce, picie, tańce, picie, picie, picie, tańce
Wątek zakończyliśmy o ok. 5.00 (zresztą chyba byliśmy jednymi z ostatnich). W sumie było fajnie i cytując Piotrasa “tylko wytartego na kolanach nowego garnituru żal” ![]()
Porobiłem trochę fotek, w zasadzie to były pierwsze zdjęcia moim nowym Tamronem 17-50
Dodatkowo postanowiłem zapisywać zdjęcia w rawach przez co ciężko ocenić wpływ obiektywu czy mojego wywoływania na zdjęcia
Efekty do obejrzenia niżej, ewentualnie na Flickru.












[...] się fajnym starym mercedesem – zwracającym uwagę, ale aż tak nie krzyczącym jak jeden taki cadillac. Impreza w dworku Instytutu Zootechniki w Aleksandrowicach – przyjemnie, ale bez jakiegoś [...]