May 31 2008

Turniej Koszykarskich Pokoleń w moim liceum.

Kategorie: Imprezy

Początek obchodów 50 lecia szkoły. Profesor Obidowicz, pieszczotliwie nazywany Obi :) od jesieni trąbił żeby szlifować formę i kondycję na te zawody. Słowo się rzekło, gramy. Przydzielony jestem do najstarszej grupy, “juniorów starszych”, z Wojtkiem, Kowalem, Jezusem, Mirkiem Kubicą i nieznanym mi dotąd Marcinem. Predykcje – mamy realne szanse na 2 miejsce, jest jedna grupa teoretycznie silniejsza, reszta średnia :) Pierwszy mecz z obecną reprezentacją szkoły, trochę ich masakrujemy, później się okazuje, że zawiedli ich liderzy. Gra mi się dobrze, rzucam coś pod 20 punktów (przez 16 min :D ). Niestety pod koniec podkręcam jakoś dziwnie lewą nogę, przy obciążeniu pionowym nie boli bardzo, ale przy “zrywie” łupie jak fiks :)

Od święta było trochę walki

Od święta było trochę walki



Po naszym meczu faworyci (w niepełnym składzie) przegrywają z czwartą drużyną, więc jednocześnie pojawia się szansa, ale i niepokój :) Czekają nas 2 mecze pod rząd, noga mi stygnie, stopa zaczyna boleć nie na żarty. Pierwszy to właśnie owi faworyci – zaczynamy dobrze, wpada kilka trójek, nawet coś tam bronimy o co miałem największe obawy. Ciężar gry na siebie bierze Marcin, choć czasem chyba zbyt indywidualnie :) Wygrywamy różnicą około 10 pkt. Teraz mecz o pietruszkę, ale z przeciwnikiem z którym spotkamy się w finale. Staramy się oszczędzać siły, ale przy okazji coś tam ugrać. Mimo przewagi ok 10 pkt w przerwie, dochodzą nas i kończy się remisem (za porozumieniem stron nie graliśmy dogrywki bo to było bez sensu) :)
ZałogaG

ZałogaG


2 godziny odpoczynku i finał :) wcześniej grają dziewczyny, podobnoż wygrała obecna drużyna, mi mignęła tylko na korytarzu ze znanych dziewoj Lidka i Natalka :) No nic, po ekpresowej regeneracji zaczynamy ostatni mecz. Mirek Kubic nie dociera, więc gramy z jednym rezerwowym (na placu 4) Na początku chyba trochę nerwów, zaczynamy od 0:4 ale jakoś szybko się mobilizujemy i dalej jest równo, do przerwy nawet prowadzimy. U przeciwników – najwięcej kłopotów sprawia Dawid, troszkę wyższy ode mnie, ale w miarę sprawny. Po przerwie znowu wpada trochę trójek, odskakujemy na 10 pkt. Staramy się kontrolować tempo i grę. Przeciwnikom puszczają nerwy i mimo że w końcówce dochodzą nas na 6 pkt, zwycięstwa nie oddajemy :) Jest trochę radości, medale odbieramy z rąk Obiego i vce dyrektora Migdała :)
Prof. Obi i Prof. Migdał :)

Prof. Obi i Prof. Migdał :)

  • rispekta dla Obiego, że Mu się chciało. Bo to nie tylko kwestia zorganizowania jednodniowego turnieju, ale też wydaje mi się mała walka z dyrekcją (która mam wrażenie jest nastawiona lekko antysportowo, ale to oczywiście tylko moje osobiste wrażenie), również przez pół roku robienie treningów dla absolwentów 2 razy w tygodniu (w tym sobota).
  • żal patrzyć na sprzęt szkoły. Przez 15 lat sala gimnastyczna dorobiła się nowych drzwi wejściowych i chyba zostały wymienione okna. Ale np. większość piłek do kosza pamięta jeszcze nasze czasy, tak samo jak wyślizgany parkiet, krzywe obręcze, stare, drewniane tablice. A taka dwójka podobno wybudowała sobie od podstaw nowoczesną halę.
  • poziom. Obecna reprezentacja szkoły wypadła słabiutko, ale tak jak pisałem, grała bez dwóch czołowych zawodników. Przegrani faworyci – indywidualnie nieźli, ale brakowało im myśli taktycznej :) każdy grał mocno indywidualnie, słabiej bronili. Drużyna z którą graliśmy w finale – napewno Dawid, najlepszy zawodnik, reszta średnio. Ogólnie spodziewałem się że będzie trudniej.
  • obawiałem się trochę konfliktów w drużynie, ale na szczęście obyło się bez. Wojtek imho zagrał jak na swoje możliwości słabo (chociaż wyglądało to tak jakby się rozgrzewał, ostatni mecz miał najlepszy), może dlatego że rozgrywał Marcin. Jezus w swoim stylu – koszmarnie wolno, ale na ciut lepszej skuteczności i nawet coś bronił. Marcin tak jak napisałem wcześniej – wziął ciężar na siebie, trochę zbyt indywidualnie, trochę tak jakby za bardzo przejął się rolą, trochę za dużo pozy, ale królem strzelców został. Kowal bez zmian, troszkę drewniany, ale przydatny, w obronie, trochę zbiórek. Mirek Kubic – rzucił kilka razy dobrze z dystansu, trochę widać wiek i brak ogrania :) No i ja :) trochę dała mi popalić kontuzja, trochę brakowało dynamizmu, miałem parę głupich strat :)
  • foto – ustawiłem aparat (iso400, czas 1/100 i to wypadało gdzieś w okolicach przesłony 2.8) i dałem Aśce, więc wszystkie zdjęcia są jej. Niestety ciemno, a w dodatku okna nisko, przez co są przepalenia, ciemności rozmazania, ziarno itd. Ale parę zdjęć wyszło nawet niezłych. Aha to chyba pierwszy poważniejszy test Tamrona 28-75 :)
  • miło było zobaczyć po tylu latach znajome twarze :)

Tagi: , ,

Bez komentarzy

Skomentuj:

Podobne posty

VN:F [1.9.17_1161]
Oceń ten wpis
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Na podejściu do schroniska

Na podejściu do schroniska