Uczymy się haczyć. Miejsce to północny filar Świnicy. To tu, rok temu kursantowi (tak na marginesie to był ksiądz) spadający głaz ucina nogę. Pogoda nie nastraja optymistycznie – mimo słońca, jest strasznie duszno, nie pomaga to w podejściu, czuje się w powietrzu nadchodzącą burzę. Wchodzimy, droga jest strasznie parchowata, krucha. Bijemy młotkami jak szaleni 🙂 Pierwszy, drugi wyciąg (w sumie to nawet nie pamiętam ile ich było) – żywcowanie na pastwisku, zaczynamy się ścigać z burzą, tak żeby przynajmniej dojść do łatwej drogi ucieczki.

Najpopularniejszym stwierdzeniem dnia staje się „dajesz z krzona”. Każde poruszenie liny, daje większą lub mniejszą lawinkę kamieni. Trochę błądzimy, ale w końcu dochodzimy do siodełka, skąd wycofujemy się w prawo, do szlaku i przechodząc przez Świnicką Przełęcz pędzimy do schronu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *