Paklenica

Jul 01 2009

Kurs taternicki, podsumowanie

Robiony w szkole Waldka Niemca, u którego wcześniej robiłem kurs turystyki zimowej i skałkowy. Jakbym miał określić taki kurs w kilku słowach to powiedziałbym, że to ciężka, fizyczna praca, gdzie można poznać swoje słabości. Nie poznaje się może aż tylu nowości, co przy kursie skałkowym, ale głównie pracuje się nad szybkością i automatyzacją procedur :)

Pogoda

Bardzo ważny czynnik jeżeli chodzi o planowanie działania w górach. Nas nie rozpieszczała, ale pozwoliła przeprowadzić w każdy dzień ćwiczenia praktyczne. Kilka razy nas zlało (w pierwszy dzień, ostatni), w Paklenicy wiało przez 3 dni tak, że ciężko było utrzymać równowagę, namioty się kładły, a dudnienie wiatru o ściany i drzewa nie pozwalało spać. Ale i tak trafiliśmy lepiej niż równoległy zespół, który w będąc w Tatrach kiedy my byliśmy w Paklenicy, wyszedł w teren 2 razy przez 6 dni.

Kurs taternicki

Kurs taternicki

Czytaj dalej »

Tagi: , , , , , , , ,

2 komentarzy

Jun 23 2009

Paklenica, dzień czwarty – Anica Kuk :)

Dzisiaj zwieńczenie paklenickiej części kursu. Janusz coprawda optował za Velebitaski 6a+, ale widząc nasze skatowane dłonie, zlitował się, komenderując Mosoraski. 350 metrów, 10 wyciągów, w tym dwa przedostatnie najtrudniejsze – trzeci od końca 5c, drugi od końca 5a. Prowadzenie pierwszego zespołu wraca do mnie, ale morale stoi nisko, ze względu na kontuzje jestem gotowy w każdej chwili oddać je Januszowi. Pierwszy wyciąg trójkowy, ale znowu 50 metrów, więc męczę się z przesztywniającą liną.

Mosoraski, pierwszy wyciąg, trójkowy, ale na 50 metrów :)

Mosoraski, pierwszy wyciąg, trójkowy, ale na 50 metrów :)

Czytaj dalej »

Tagi: , , ,

Bez komentarzy

Jun 22 2009

Paklenica, dzień trzeci – Celjski stup

Dzień rozpoczęty później, ze względu na padający o 5.00 deszcz. Wychodzimy o 10.00, celem tym razem jest Mali Cuk, droga Celjski stup 5a. 4 wyciągi, 150 metrów, trudności na pierwszym, długim wyciągu, ale za to prawie na całej długości. W pierwszym zespole prowadzi Piotr Bosman, u nas znowu prowadzę ja pierwszy wyciąg. Z dołu wygląda, że Bosmanowi idzie nieźle, więc bez jakiejś specjalnej koncentracji wchodzę w drogę. Pierwszy spit, drugi spit jest ok, trzeci już trochę trudniej, mijam bez wpinki jakiś stary hak i się zaczynają jaja. Dochodzę do czwartego spita, brakuje stopni, ręce też niepewne, jakoś próbuje się przestawić i nagle “Jezusicku, Matko Boska, leceeee”. Conajmniej 6 metrów w dół. Piotrek, który mnie asekurował wpada do strumyka, ja się zatrzymuje ze 2 metry nad półką. Ręce zdarte, krew kapie, ale idę dalej. Tym razem wpinam się do haka, napieram i … znowu :) tyle że mniej, a i Piotrek był już w pogotowiu. Ręce zbułowane na maxa, myślę sobie “o co chodzi” to tylko 5a czyli po naszemu jakieś 5 max 5+. Zmieniam lekko tor i puszcza. Dowlekam się na górne stanowisko, ciągnąc za sobą 50 metrów liny, łokcie trzeszczą :)

Końcówka pierwszego wyciągu, idę na mocnej rezerwie

Końcówka pierwszego wyciągu, idę na mocnej rezerwie


Czytaj dalej »

Tagi: , , ,

Bez komentarzy

Następna »

Maniek otoczony jęzorami

Maniek otoczony jęzorami