Były ostatnio narty stokowe, było trochę wycieczek pieszych, czas wreszcie przyszedł na skitury. Pogoda od dawna zamówiona, wyjeżdżamy pierwszym wagonikiem na Siodełko. Nieużywanym stokiem narciarskim w górę, 40 metrów przez las i dochodzimy do niebieskiego szlaku, idącego na szczyt. Po chwili taras widokowy i tabliczka informująca o zimowym zamknięciu szlaku. Łomnica

Słońce świeci jak wściekłe, szybko pozbywam się softshella, potem polara. Nie pomaga mi wąska wydeptana ścieżka, ciężko trawersować, chłopaki na butach szybko się oddalają. W końcu postanawiam zdjąć narty i mój plecak zaczyna teraz niemile ważyć 🙂 Droga na Sławkowski oszukuje dużą ilością ‚cycków’ – człowiekowi wydaje się że to już tuż tuż szczyt, a to się okazuje że to dopiero kolejny ‚schodek’. Królewski Nos

W końcu widać Królewską Przełęcz i ostatnie podejście:
I ostatnie podejście

Plecak wbija strasznie w ziemię, ale w końcu dochodzę (zdjęcie zrobione przez Mańka) 🙂
Już prawie na samym szczycie :)

Na szczycie Łukasz z Mańkiem piknikują już pół godziny 🙂 Widoki niezłe, choć kolosy (Gerlach, Staroleśny, Lodowy, Durny i Łomnica) zasłaniają wszystko dalej 🙂
Od Gerlacha, po Babią Górę

Siedzimy kolejne 40 min, ale czas wreszcie zjechać 🙂 Inną drogą niż podejście, zjeżdżamy (chłopaki na dupach) żlebem prawie spod szczytu (w zasadzie to narty ubrałem na samym szczycie). Pięknie, śnieg lekko sypki, niezbyt stromo, w miarę szeroko i dłuuuugo. Wg GPS w zdeniwelowaliśmy za jednym razem 600 metrów, co się przekłada mniej więcej na kilometr jazdy.
Niektórzy eSkami, reszta prosto na dupie :)

Jest 13.40, piknikujemy dalej. Tutaj jest tak gorąco, że chłopaki postanawiają iść bez koszulek 😀 Teraz zaczyna się słabiej – zjechaliśmy nisko i nie ma już szans przetrawersowania do drogi podejściowej, a pod nami kosówki. No cóż, na nartach mam troszkę łatwiej, próbujemy się przebić do Magistrali. Około 15.00 osiągamy szlak letni, wąsko przedeptany. Do siodełka mamy około 1,5-2 km. Pierwsze 800 metrów w miarę szybko jadę na nartach, hamując ze względu na brak miejsca, wjeżdżając w prawo (pod górę) w las. Czasami się udawało 🙂 Ale w momencie jak po prawej trzasnąłem w jakąś sosnę, odbiło mnie i tyłem spadłem ze ścieżki głową w dół ze 3 metry, postanowiłem zdjąć narty 🙂 Trochę przetuptałem, potem znowu narty i już do samego Starego Smokowca do auta 🙂

  • wycieczka super udana, pogoda przez cały czas 100% lampa, śnieg fajny
  • zabił mnie trochę ciężar, bo oprócz nart i butów turowych miałem w plecaku lawinowy zestaw ABC, raki, dziabę, termos 0,75, gore, kask, żarcie, aparat (na szczęście tylko z jednym szkłem) i jakieś tam drobiazgi typu żarcie. Ale w tyłek dostałem nieźle 🙂
  • fotograficznie średnio. Niby pogoda była luks, ale rzadko sięgałem do plecaka, przy pasie z kolei aparat przeszkadzał w poruszaniu się. W dodatku dość szybko zapaskudził się filtr.
  • standardowo – alternatywna fotorelacja na forum turystyki górskiej

One thought on “Sławkowski Szczyt zimą.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *