Plan tym razem ambitniejszy. Nocleg w Morskim Oku i atak na Niżne Rysy. W piątek wyruszamy prawie o czasie, niestety zakopianka dramatycznie zakorkowana – jedziemy do Palenicy prawie 3 godziny. Na parkingu pustki, nawet parkingowy zdziwiony – „czego tu chcecie chłopcy?” 😀 Po 20.00 wychodzimy na morderczą asfaltówkę 🙂 Połowa zespołu reklamówki w rękach, oczywiście ze zgrzewkami „chleba” 😀 Szło mi się nawet nieźle. Mała degustacja cytrynówki w schronie, nowe znajomości ze Zdobywcami Gór i o 6.10 pobudka 🙂

Na Czarnym Stawie pod Rysami
Na Czarnym Stawie pod Rysami

Kuchnia oczywiście zamknęta, dobrze że mam pełny termos z poprzedniego dnia. Wychodzimy o 7.00 jest fajnie rześko, choć zachmurzenie jeszcze spore. Szybko przebiegamy przez Morskie Oko, sprawnie dostajemy się do Czarnego Stawu, tam pierwszy dłuższy postój 🙂 Dołączają wczoraj poznani koledzy, idziemy przez Czarny Staw, by po dojściu do pierwszych stromizn ubrać raki. Obserwujemy 2 wspinaczy łojących chyba Kazalnicę. Śnieg na podejściu jest zdradliwy – momentami betoniasty, momentami sypki, na moje lamerskie oko, może być zagrożenie deskami – w paru miejscach jest na powierzchni 20 cm warstwa lodu/zmrozonego sniegu, a pod spodem pustka/sypki snieg. Niezbyt szczęśliwe wybieramy na początku drogę – idziemy do Buli całkiem lewą stroną przy skałach, co wymusza później niezbyt przyjemny trawers – było trochę emocji. Imho wtedy poprawna droga była całkiem po prawej tego źlebu prowadzącego z Czarnego Stawu do Buli.
Mięgoszowiecki Szczyt Wielki
Mięgoszowiecki Szczyt Wielki

W końcu docieramy do Buli i tam kolejny odpoczynek, wypogadza się, widzimy nasłonecznione szczyty, jest pięknie. Kierujemy się teraz całkiem na prawo – do rysy. Zaczyna się najgorszy kondycyjnie odcinek. Śniegu po pas, z początku idziemy po 30 kroków i stop, potem 20, na końcu ile się da tzn w okolicach 10. Jest naprawdę mocno, peleton sie rozciąga bardzo mocno. Około 12.00 meldujemy się na przełączce pod szczytem (szedłem drugi za Łukaszem). Małe emocje, lufa na wschód duża, mało miejsca, droga dalej w górę mocno wątpliwa. Łukasz odsypuje pierwsze łańcuchy, dzięki temu mamy jakiś plan. Bez tej biżuterii byłoby imho baaaardzo ciężko na żywca tam iść. Ok. 20 minut czekamy na resztę ekipy, ja trochę marznę więc idę kawałek w góre – lufa jest dalej duża, ale śnieg jakiś taki trochę stabilniejszy. Jeszcze tylko jeden moment gdzie mocno wieje lufcik pod piętami, a ciężar ciała opiera się na przednich zębach raków i docieram na szczyt 🙂 Słońce, powalające widoki z granatowym niebem, normalnie euforia 🙂 Po chwili dociera cała ekipa, strzelamy wszyscy zdjęcia. Na szczycie bazujemy około 30 minut i schodzimy. Na początku ostrożnie, potem coraz śmielej, by po ok 30 metrach od górnej krawędzi rysy zacząć uskuteczniać dupozjazdy 😀 Jakoś tak zjechaliśmy dosyć szybko, dla porównania – do góry szliśmy niecałe 6 godzin – na dół po 1,5 godziny byliśmy w schronie 😀
Chwila samotności na słowackim wierzchołku
Chwila samotności na słowackim wierzchołku

Szybko się przepakowałem, obiadek i zbiegam do samochodu, tradycyjnie już zapominając połowę rzeczy 😀

Kilka standardowych uwag:

  • parking na Palenicy w zimie – tylko 24 zł za dobe 🙂 w lecie przypominam – 40 zł 🙂
  • cytrynówka – na gorzołce i spirycie – pychota.
  • schronisko – moje odczucia w porównaniu do pobytu z października diametralnie różne, mocno pozytywne. Spaliśmy we właściwym budynku (a nie w Gazdówce jak poprzednio) – cały pokój nasz, ba na spółkę z chłopakami byliśmy sami na piętrze, był klimat.
  • zaistniała sytuacja, że rozmawialiśmy z dyżurnym toprowcem w schronie – mimo że nie zglaszaliśmy wyjścia (to był błąd) – dokładnie wiedział o której wyszliśmy, w ile osób, co robiliśmy, kiedy wracaliśmy. Miał takie info o nas i o innych ekipach robiących coś w okolicy Moka – pokazywał nam nawet kto gdzie będzie spał itd. Permanentna inwigilacja, ale robi wrażenie.
  • foto – średnio zadowolony jestem, trochę się bawiłem z przekładaniem puszek, nie zawsze wystarczało czasu na dokręcenie polara. Poza tym od paru wyjazdów walczę z plamkami na obiektywie, na razie bezskutecznie (tzn zawsze coś tam siądzie w ciężkich warunkach i potem trzeba fotoszopować)
  • z nowych gadzetów – testowałem softshella Mammut Ultimate Pro Jacket. Fajne. Szedłem w podkoszulku z długim rękawem, polarze Berghausa (stary, 2 razy prany polartec) i owym softshellu – było ciepło, nie spociłem się bardzo. Dopiero na szczycie po 30 minutach stania, ciepło mocno mi zaczęło uciekać ale to raczej twarzą 🙂 Drugi nowy zakup to polarowe łapawice za 30 zł 🙂 też fajnie, snieg się kleił jak to do polara, ale ręce mi nie zmarzły
  • moja alternatywna fotorelacja na forum turystyki górskiej
  • i jeszcze alternatywna relacja Kwaqa – część pierwsza, część druga
  • dopiero po przyjeździe do Krakowa dowiedziałem się o lawinie  okolicach Ciemniaka i szczęściu Artura Hajzera – tutaj bardzo dobrze zrobiony reportażz tego wypadku

➡ Rysy zimą na flickr

One thought on “Rysy w pełni zimy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *