Rohace, czyli otwarcie sezonu narciarskiego
Dawno nic nie pisałem, ale w końcu udało się wyrwać z nawału roboty. Po drodze upgradowałem sprzęt narciarski – kurtka, kask no i hit sezonu – buciory. Tych trzewików się trochę bałem. 20 milionów nowych technologii, obciachowo pomarańczowe. Przy formowaniu na gorąco (15 min) krew mi odeszła z nóg poniżej kolan
No i debiut. Ubieranie – mimo twardości 100 – bez problemu. Nie zapinałem ich, dopóki nie wyjechaliśmy na samą góre – tam bez problemu. Jazda – pięknie, trzymają mocno, noga nie lata, czy to na kancie czy klasycznie – prowadzenie bardzo pewne. Zjechałem, z przyzwyczajenia siadam od razu na krzesełku, no i zaczyna się
cisną
w końcu opracowałem taką strategię, że na postoje odpinałem wszystkie klamry, a na górze się zapinałem dość szybko i jazda. Moja jak najbardziej subiektywna ocena: 9/10 ![]()
Punkt odjęty za komfort (to chyba tak, jak odjąć w teście auta sportowego punkty za brak uchwytów na napoje
). Reszta sprzętu – tzn kask i kurtka sprawdziły się bez zastrzeżeń – kasku nie poczułem wogóle (a uchronił mi łeb pare razy przed uderzeniem krzesłka), a kurtka cieplutka, fajny zamek, wygodne kieszenie.
Co do samych warunków – jak na środek grudnia dużo śniegu, dosypywanego przez armatki cały czas. Pogoda piękna, słońce, trasa standardowo rano idealna, im później tym gorzej, na końcu na ściance to już tylko lodzik
Zresztą wycedziłem tam, rysując biodro do krwi (kant puścił). Wycedziłem też spektakularnie, spadłem z muldy w jakąś dziurę, narty zostały, a ja jak w kreskówce – na twarz do przodu
Musze dopieścić ustawienie wiązań, bo mam wrażenie że w tych butach potrzeba mocniejszych nastawów.
Aśka dawała radę, po niemrawym początku, osiągnęła chyba poziom końcówki poprzedniego sezonu, chociaż dalej to raczej przypomina pływanie motorówką, a nie dynamiczną jazdę na nartach ![]()
Wyjeździliśmy się prawie do bólu, obiad w Sindlovcu (zupa grzybowa syf, ale już mieszanka diabelska na drugie całkiem całkiem). Emocji troszeczkę dostarczyła mi też jazda samochodem – za Chyżnem skręciliśmy na Oravice i ta droga była bialuteńka (chociaż jeszcze bez charakterystycznych metrowych band), fajne uczucie, prędkość po białym.
Tagi: narty stokowe, Rohacze, Tecnica Diablo Magma, zima









