Rajd Krakowski 2008
Wygospodarowałem 2 dni, Mirek załatwił akredytację – no to jazda
Na pierwszy dzień plan to odbiór kamizelki i identyfikatora w Myślenicach i oes nr 2,5,8 – Stryszów. Standardowy korek na Zakopiance (mimo że starałem się objechać bokiem, swoje odstałem), bezproblemowe Myślenice i zaczęło się fajnie
droga Myślenice – Sułkowice i dalej w kierunku Lanckorona, Stryszów
Nawigacja mnie dobrze poprowadziła, gdzieś za Sułkowicami dojechałem do zgrabnie, szybko i płynnie jadącej 159 – świetnie się jechało – idealnie w moim szybszym tempie, bez zbędnych hamowań, dobrym torem po pustej, krętej drodze. Okazało się że kierowca też jechał na rajd, a ku mojemu zdziwieniu wiózł w foteliku 4 letniego syna
Szybko dojechaliśmy na start – akuratnie na moment wjazdu pierwszych załóg – Kuzaja, Kościuszki, Kajtka.
Robie zdjęcia w strefie startu i powoli idę wzdłuż odcinka. Pogoda dopisuje, jest ciepło, słońce zaczyna się przebijać przez chmury. Ludzi dużo nie ma – wiadomo – przedpołudnie piątek, raczej sami miejscowi + fascynaci + foto
Tego dnia zrobiłem około 400 zdjęć nadających się na pokazanie (ale oczywiście ze względu na lekką monotonię, wybrałem 25). Warunki do robienia zdjęć niezłe, ostre słońce nie przeszkadzało bardzo, było jasno. Strzelałem w większości 17-50, momentami zakładałem 70-300 (szczególnie do panoramowania). Czasy to od 1/200 do 1/320 przy przesłonie 2.8-7.1 (przy panoramowaniu 1/80 s, przy 1/60 już mi niestety ręka drżała
Sobota to wyjazd przed 9.00 na Lanckoronę – ale nie klasycznie, od góry, tylko od Skawinki, od dołu – dzięki temu dojechałem prawie pod sam oes. Plany coprawda były na Tarnawę, ale ze względu na to, że chciałem na koniec dojechać jeszcze na metę do Myślenic, wybrałem bliższy oes. Warunki słabsze niż poprzedni dzień – zimno, wieje i ciemno, co chwilę strasząc deszczem. Marznę – polar i gore się sprawdzają, ale zimno mi w głowę i nogi (szerokie gacie
) Dzisiaj 2 przejazdy, ale w połączeniu z pzmotem – najpierw drugoligowcy (prawie 100 samochodów), 1,5 godziny później RSMP. Start PZMotu o 10.17 im bliżej tej godziny – na nawrocie na którym stoję – coraz więcej ludzi. Przydaje się kamizelka – ludzie scieśnieni za płotami i na przystanku, ja sobie stoję w miarę w komforcie przed płotem, ale staram sie nie zasłaniać nikomu. Atmosfera gęstnieje w momencie przejazdu pierwszej załogi – jadą na lajcie, bez kasków, kurtka na wacie – wolny przejazd. Swoje robi też pobliski sklep z którego donoszona jest cały czas gorzoła i browar. Safety w postaci jednej, ale obrotnej kobity dwoi się i troi żeby opanować tłum, w końcu pomagają jej miejscowi policjanci i strażak
Rajdówki przejeżdżają jakoś tak nieskoordynowanie, w końcu pojawia się znowu odbiór trasy i wygląda na to że tym razem ok – RSMP poleci ![]()
Pierwszy franzuz – już klasycznie dla siebie – uślig dokładnie taki jaki potrzeba i od razu przyspieszenie na prostych kołach. Dalej reszta stawki – mniej lub bardziej ale na okrągło. Wyjątkiem był Butruk, którego chyba za mocno wyniosło i z bardzo bliska pokazał red. Kwiatkowskiemu swój tył i latające kamienie
Dzień o wiele gorszy fotograficznie. Sigmy wogóle nie wyciągałem bo było na nią za ciemno i za blisko. 17-50 dawało radę, ale chyba lepsze było by 28-75 ze światełkiem 2.8 – może się uda w tym tygodniu dostać jakiś dobry egzemplarz




















































