Piknik lotniczy w Krakowie
Nigdy nie byłem na takiej imprezie, dodatkowo znając zamiłowanie Skutera do wszelkich latających ludzi i maszyn nie było wyjścia, trzeba jechać
Ze względu na późniejsze wesele – pojechaliśmy w sobotę przedpołudniem, chcąc się załapać (wg programu) na jakieś tam akrobacje, odtworzenie desantu niemieckiego na Kretę no i punktu kulminacyjny pokaz odrzutowych Iskierek. Słowo się rzekło, godz 10. 20 meldujemy się na parkingu koło Geanta/Reala.
Ryzykowne przebiegnięcie przez Bora-Komorowskiego i pierwszy zgrzyt
10 zł za wejście dla mnie, dla Skutera na szczęście za darmo. Od razu drugi zgrzyt – barierki są tak rozstawione że ani nie da się podejść do samolotu, ani zrobić dziecku zdjęcia bez ‘krat’ w tle. No ale niby to co najlepsze ma się odbyć w powietrzu – i rzeczywiście – jeszcze na parkingu przyuważyliśmy jakiegoś akrobatę, który bardzo ładnie radził sobie w powietrzu, beczki, przewroty, pętle były bardzo efektowne, a przy tym wyglądały na bardzo dobrze kontrolowane. I robiące największe wrażenie – ‘zatrzymania w powietrzu’ (nie pamiętam fachowej nazwy) – z naszego punktu widzenia wyglądało to jak zawrotki w miejscu. Szacuneczek dla pilota. Po dojściu na lotnisko – wystartował Bies – no i też było na co popatrzyć. Trochę manewrów na niskiej wysokości, parę razy tak pikował, że skuter chował mi się pod nogami
Zainstalowaliśmy się na trawniku obok pasa, troszkę pooglądaliśmy stojące samoloty (przez barierki i z pewnej odległości, ale zawsze)
Dalej Skuter zażyczył sobie frytki, więc poszliśmy w kierunku jakiś straganów – gdzie jak się okazało zamiast frytek były dmuchane samoloty które również mu spasowały
jakoś udało się go odkleić i poszliśmy do KFC (przy okazji zostawiając zbędny balast w aucie). Z samolotów czekały na nas jeszcze Iskry więc czym prędzej wróciliśmy na płytę (ale już robiłem za barana, bo nóżki Skutera bolą). Zdążyliśmy jeszcze na końcówkę desantu, trochę tych spadochroniarzy faktycznie wypuścili, a jak lądowali były odgłosy strzałów (no i oczywiście nie obeszło się bez niekończących się pytań typu – “a dlaczego jest tak głośno?” “bo strzelają do spadochroniarzy” “a dlaczego?” “bo spadochroniarze atakują to miejsce” “a czemu?” “bo dostali taki rozkaz” “no ale dlaczego?” itd)
Iskry. Przeszkadzało nagłośnienie, puścili jakieś stuletnie muzyczki rodem z TopGun, darło to się niesamowicie, a głośniki trzeszczały jeszcze bardziej. Wreszcie nadleciały i faktycznie – rispekta
Na początku manewry grupowe na większej wysokości, potem już trójką, dwójkami i pojedynczo. Coraz niżej i coraz fajniej. Wtedy mi się skończyła bateria w aparacie, a i Skuter na ramionach nie wpływał dobrze na mój komfort robienia fot, więc schowałem aparat. Kulminacyjnym momentem była chyba bardzo bliska mijanka na małej wysokości dwóch Iskierek oraz przelot wszystkich czterech nad samym pasem. Po Iskierkach zaczęliśmy się zbierać (bo 13.00 już i Aśka zaraz zacznie się wydzierać) ale jeszcze zanotowaliśmy pokaz helikopterów Robinsona (tak się chyba nazywały) – było ich z 8 i Skuterowi się bardzo podobały.
Podsumowując – na plus – pogoda, piloci, maszyny – na minus – nagłośnienie podczas Iskier, wszechobecne barierki, brak możliwości zrobienia sobie zdjęcia z samolotami, mocno odczuwalna ‘masowość’ imprezy (to mnie zawsze odrzuca). Za rok napewno będzie lepiej.
Zdjęcia tym razem w nowej formie – hostowane na flickr.com – można wybrać z menu po prawej stronie.
Tagi: airshow, Kraków, piknik lotniczy, pokazy lotnicze









