Pierwsze narty w sezonie :)
Sytuacja śniegowa w tygodniu zachęcała. Niestety w sobotę zaczął wiać halny. Mieliśmy kilka opcji. Padło na narty stokowe dla dziewczyn na Rohacach, a ja z Łukaszem poszliśmy powyżej wyciągu. Ja oczywiście na nartach, Łukasz tyrał na nogach. Od początku zaczęły się jaja z kosówką i głębokim, świeżym śniegiem. Nawet na turach było ciężko. Idąc najpierw lewą stroną, po godzinie wali zrezygnowaliśmy i odbiliśmy na prawo, w kierunku grani Zadniego Salatina.
Po kolejnej godzinie mordęgi w krzakach, dotarliśmy do w miarę twardego gruntu, jakiś żleb prowadzący w górę, idziemy
Jak dołożyłem narty do plecaka, niezbyt dobrze się czułem, pokręciliśmy się chwile po grani i zjazd
W żlebie 5 zakrętów:
przy czym przy drugim gleba
i dalej 1,5 godziny w dół przez pieprzone kosówki i nareszcie stok
Tam za pomocą lans stajla v.2 bez krawędzi (bo takie już te narty turowe są) doturlałem się na dół, poczekaliśmy na Łukasza i z powrotem do Krakowa ![]()
Cel osiągnęliśmy – wytyraliśmy się niesamowicie w śniegu. Spostrzeżenia na następne wycieczki – zrzucić trochę kilogramów sprzętu, bo o ile jak miałem narty na nogach to jakoś tam się szło, ale już z nartami na plecach to mnie wbiło w ziemię strasznie
No i nie mogło zabraknąć alternatywnej relacji na forum TG









