Sytuacja śniegowa w tygodniu zachęcała. Niestety w sobotę zaczął wiać halny. Mieliśmy kilka opcji. Padło na narty stokowe dla dziewczyn na Rohacach, a ja z Łukaszem poszliśmy powyżej wyciągu. Ja oczywiście na nartach, Łukasz tyrał na nogach. Od początku zaczęły się jaja z kosówką i głębokim, świeżym śniegiem. Nawet na turach było ciężko. Idąc najpierw lewą stroną, po godzinie wali zrezygnowaliśmy i odbiliśmy na prawo, w kierunku grani Zadniego Salatina.

Śniegu nie za dużo, pogoda średnio kiepska
Śniegu nie za dużo, pogoda średnio kiepska

Po kolejnej godzinie mordęgi w krzakach, dotarliśmy do w miarę twardego gruntu, jakiś żleb prowadzący w górę, idziemy 🙂 Na początku robiłem trawersy na nartach, ale wyżej wiatr przewiał śnieg i trzeba było założyć kajdany na plecy 🙂 Jako że wiało nadal dość mocno:

Jak dołożyłem narty do plecaka, niezbyt dobrze się czułem, pokręciliśmy się chwile po grani i zjazd 🙂 W żlebie 5 zakrętów:

przy czym przy drugim gleba 🙂 i dalej 1,5 godziny w dół przez pieprzone kosówki i nareszcie stok 🙂 Tam za pomocą lans stajla v.2 bez krawędzi (bo takie już te narty turowe są) doturlałem się na dół, poczekaliśmy na Łukasza i z powrotem do Krakowa 🙂

Rzadko widok - Kiełbasa na kolanach
Rzadko widok – Kiełbasa na kolanach

Cel osiągnęliśmy – wytyraliśmy się niesamowicie w śniegu. Spostrzeżenia na następne wycieczki – zrzucić trochę kilogramów sprzętu, bo o ile jak miałem narty na nogach to jakoś tam się szło, ale już z nartami na plecach to mnie wbiło w ziemię strasznie 🙂 No i nie mogło zabraknąć alternatywnej relacji na forum TG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *