Dzień rozpoczęty później, ze względu na padający o 5.00 deszcz. Wychodzimy o 10.00, celem tym razem jest Mali Cuk, droga Celjski stup 5a. 4 wyciągi, 150 metrów, trudności na pierwszym, długim wyciągu, ale za to prawie na całej długości. W pierwszym zespole prowadzi Piotr Bosman, u nas znowu prowadzę ja pierwszy wyciąg. Z dołu wygląda, że Bosmanowi idzie nieźle, więc bez jakiejś specjalnej koncentracji wchodzę w drogę. Pierwszy spit, drugi spit jest ok, trzeci już trochę trudniej, mijam bez wpinki jakiś stary hak i się zaczynają jaja. Dochodzę do czwartego spita, brakuje stopni, ręce też niepewne, jakoś próbuje się przestawić i nagle „Jezusicku, Matko Boska, leceeee”. Conajmniej 6 metrów w dół. Piotrek, który mnie asekurował wpada do strumyka, ja się zatrzymuje ze 2 metry nad półką. Ręce zdarte, krew kapie, ale idę dalej. Tym razem wpinam się do haka, napieram i … znowu 🙂 tyle że mniej, a i Piotrek był już w pogotowiu. Ręce zbułowane na maxa, myślę sobie „o co chodzi” to tylko 5a czyli po naszemu jakieś 5 max 5+. Zmieniam lekko tor i puszcza. Dowlekam się na górne stanowisko, ciągnąc za sobą 50 metrów liny, łokcie trzeszczą 🙂

Końcówka pierwszego wyciągu, idę na mocnej rezerwie
Końcówka pierwszego wyciągu, idę na mocnej rezerwie

Dalej już łatwiej, tym bardziej, że odpoczywam na drugim wyciągu. Kończymy szybko drogę i zasłużony rest, chociaż dla mnei to był chyba najgorszy jeżeli chodzi o kontuzje dzień.

Paklenica
Paklenica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *