Ornak, skitury i niewiele więcej :)
Zlot forum turystyki górskiej. Miejsce wybrane tak, że od razu widać że priorytetem nie bedzie chodzenie po górach
Udaje mi się pożyczyć skiutry, wieć najwyższy czas zacząć tą przygodę
W piątek o 16 odbieram Mańka z Borku i lecimy do Zakopca – z ronda odbieram narty, zguby na Dworcu (a w zasadzie Tesco
) i wio do Kir. Jestem świeżo po krótkim instruktażu, więc bez problemu zakładam sprzęt i wio do góry. Po jakimś czasi udaje mi się opracować rytm i juz jest dobrze
Ide po twardym sniegu przynajmniej tak szybko jakbym szedł na butach. Idziemy coś koło 2 godzin (bez presji, robiąc często przystanki) no i w końcu dochodzą nas rozśpiewane głosy ze schronu.
Cięcie
Po 15.00 wracamy do schronu, obiad i wieczorne atrakcje – cięcie ![]()
Niedziela, od rana zapowiadana przez ICM lux pogoda. Niestety – większość osób rozjeżdza się, ale i tak dobrze że przyjechali – podziwiam ludzi z Gdańska czy Gorzowa – 700-800 km drogi w jedną stronę. Ze względu na stan stóp – siedzę chwilę z Mańkiem przed schronem, po czym ok. 13.00 ubieram kajdany i zjeżdżam na dół
Było świetnie, chociaż tym razem nie dominował wątek turystyczny.
Podsumowanie:
- sprzęt pożyczyłem w wypożyczalni Tatratrade koło baru Smrek przy rondzie. Obsługa ok, doradzili, wytłumaczyli, w dodatku ceny całkiem dobre. Nie potrafię ocenić jakości sprzętu, natomiast był jeden szkopuł. Prawy botek nie miał sznurówek. Jako laik w temacie nie zwróciłem na to uwagi, natomiast po 1,5 godziny podchodzenia do schronu – but wytargał mi dziurę w pięcie która uniemożliwiła mi (i dalej uniemożliwia) jakąś bardziej intensywną działalność fizyczną. W pierwszy dzień się trochę zraziłem do turów, ale potem mi przeszło.
- na nartach chodzi się fajnie. Mam wrażenie że po płaskim lub niewielkim nachyleniu do góry – organizm się mniej męczy. W puchu idzie się szybciej niz na nogach, na ubitym, twardym mniej więcej tak samo. Problem w momencie kiedy jest mocno do góry bo dechy trzeba ładować na plecy.
- technika jazdy – wydaje mi się ze wyczuwam dużą różnicę pomiędzy moimy twardymi slalómowkami Fischer RC4 a turowymi Haganami Carbon (czy jakoś tak). Ale prawdziwego testu jeszcze nie przeszły – ze wzgledu na brak zjazdu z prawdziwego zdarzenia

- w komplecie z nartami i butami, oczywiście pożyczone miałem foki + sprzęt lawinowy (pieps i szufla)
- poznałem trochę nowych ludzi – to była bardzo dobra terapia śmiechowa

- zdjęć prawie wogóle, nie było pogody












