Niespełnione Trzy Kopy (znowu)
W zamierzeniu miała to być wycieczka łatwa, miła i przyjemna. Weekend w Tatrach Zachodnich, baza wypadowa to Zuberec, główny cel to odcinek grani pomiędzy Smutną a Banikovską Przełęczą plus w drugi dzień coś jeszcze. Skład oprócz mnie i Aśki – Arek i Ula z Pszemem.
Tradycyjnie już – dojazd do Zuberca w deszczu, znalezienie noclegu, szybki browarek i do spania
Z rana niestety – niebo zachmurzone, wbrew prognozom – chmury wyglądają na deszczowe i niskie. No ale nic, godz 9.00 (planowo o 8.00) wyjazd w kierunku Zverovki. Nawet niezłe tempo do Tatliakovej Chaty (50 minut z babami to 10 minut szybciej niż rok temu
). Przy Tatliakovej krótki popas, z niepokojem patrzymy w kierunku Rohacy, które toną w chmurach, co gorsza mocno dynamicznych chmurach.
Decyzja jest taka że idziemy do przełęczy i tam podejmujemy decyzje, Aśka zapowiada, że raczej zejdzie z Pszemkami do źródeł, my z Arkiem chcemy spróbować jednak grani. Dobrze znana trasa na Smutną przełęcz znowu mija w miarę szybko, w drodze jednak uzupełniamy cieplejszą garderobę na 100% bo zaczyna piździć jak w kieleckim
Pszemki oczywiście mimo ostrzeżeń znowu słabo wyekwipowane, chociaż jest o niebo lepiej niż rok temu. Na przełęczy wiatr dosłownie wymiata wszystko co się rusza.
Jedyne bezpieczne miejsce to mały fragmencik za skałą, tam siedzimy ze 20 minut, po czym pada magiczna decyzja o (ponownym) wycofie. Dla mnie to już 3 odwrót z Trzech Kop
Złażenie poszło znowu szybko, mały odpoczynek przy Tatliakowym Stawie, kwatera, 2 godziny drzemki i gorące źródła w Orawicach – o dziwo prawie puste, także całkiem przyjemny relaks.
Niedziela – o godzinie siódmej rano niebo w dalszym ciągu zachmurzone, nawet bardziej niż wczoraj więc śpimy
O 9.00 (o dziwo) pobudka od Pszemków, że słońce i jedziemy
10.00 wyjeżdżamy, ale tym razem zonk już na samym wyjściu. Jakieś lokalne święto FolkDay czy coś takiego i droga do Zverovki zamknięta dla ruchu samochodowego. Krew by to zalała. Szybka kalkulacja, mając na uwadze, że świeci słońce. Powtórka z Siwego (najbezpieczniejszy wariant), podejście do Smutnej od Ziarskiej Doliny (ale długo i nie ma jak wrócić od Banikovskiej), ewentualnie coś z Wysokich (ale trzeba dojechać te 50 km a jest już dość późno, niewiadomo jaka tam pogoda). Pada na pierwszą opcję. W zasadzie to szlak na Siwy Wierch jest czysto spacerowy, na początku idący pod górę lasem, potem na szczęście zaczynają się jakieś skały. Na Białej Skale próbujemy z Arkiem zdobyć to co niezdobyte
przy okazji spuszczając kamienną lawinę mocno w dół i dochodząc do miejsca skąd się nie dało ruszyć w żadną stronę
Spacerujemy dalej, krajobraz coraz bardziej zaczyna przypominać Tatry Zachodnie – surowe, księżycowe skały wapienne.
Pszemo przekonuje się, że łańcuszki nie są wcale takie złe, w końcu stajemy na Siwym. Rzut oka na wschód w kierunku Rohaczy – a tam cholera ciągle te chmury stojące nad szczytami
Relaks na wysokości 1805 i szybkie zbiegnięcie do samochodów. Obiadek na słodko w Kolibie Josu, Pszemy jadą od razu do Krakowa, my jeszcze zahaczamy o źródła w Oravicach.
Krótkie posumowanie:
- Trzy Kopy znowu nie puściły, trza by jechać tam na pewną pogodę w końcu

- Sprawdzałem nawigację – ściągnąłem programik GIS Russa + mapę Tatr (1:20000) z zaznaczonymi szlakami i szczytami. Dokładność wahała się w okolicach 20 metrów, czasami coś chrzaniło się jezeli chodzi o obliczanie średniej prędkości, ale jestem całkiem zadowolony. Zawsze, nawet w lesie i pod górę miałem aktualną wysokość i przybliżoną pozycję na szlaku.
- W piątek wieczorem – trasa Kraków – Chyżne – Zuberec – tylko w Krakowie i lekko w Myślenicach zakorkowana. Spowrotem – niedziela wieczór – korek od Rabki do Myślenic który ominęliśmy przez Mszanę i Dobczyce (thx to cb)
Kolejna planowana wycieczka w góry to Słowackie Wysockie za 2 tyg ![]()



