Zawody sekcyjne na Reni. W nazwie zawody, ale tak naprawdę atmosfera bardzo luźna, towarzyska. Mechaniczny i spółka stanęli na wysokości zadania i ułożyli 20 ciekawych przystawek, rozciągniętych wedle stopnia trudności od bardzo łatwych do trudnych nawet dla wymiataczy – wszystkie 20 baldów skończyły tylko 4 osoby z ponad 200!.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Dość mocnym składem zapisaliśmy się na 9:00 czyli na pierwszą grupę. O dziwo, wszyscy byli prawie na czas. Anita & Świrek, narzekająca i zestresowana Cześka, milczący Maniek, szalony Marian i ja. Pierwsza grupa to był strzał w dziesiątkę – hala jeszcze w miarę świeża, chwyty nie wyślizgane za bardzo, ilość ludzi na cywilizowanym poziomie.

Zaczęliśmy od łatwej przystawki nr 3. Tzn. w opisie była łatwa, a w rzeczywistości okazało się, że kant śliski, a i dołożenie nie takie trywialne. Po zrobieniu wszyscy mieliśmy mieszane odczucia – skoro to było łatwe, to co będzie z trudniejszymi? No nic, trzeba walczyć. W tym momencie rozbiegliśmy się na wszystkie strony, dziewczyny w poszukiwaniu „łatwych”, my ze Świrem na duży ArtRocher, a Marian do WC. Średni bald na przewieszeniu – dobrze, że go wciągnąłem od strzała, bo na drugą próbę już by mi chyba pary zabrakło. Świrek łajza spada trzymając jedną ręką top.

Z Cześkiem i Mańkiem. Fot. Ola Tyrna
Z Cześkiem i Mańkiem. Fot. Ola Tyrna

Dalej robimy dużo łatwych, trochę średnich. Mijamy się z dziewczętami, podpowiadamy, podpatrujemy. W Stodole specyficzny bald – start z dużej buły – bonus jakieś 1.5 metra wyżej, top – 1.5 metra w lewo od startu. Ludzie stoją i się meczą nie mogąc dosięgnąć bonusa. A my tu wygraliśmy. Bo techniki nie mamy, siły też, ale parametru pod dostatkiem. Umiejętne podhaczenie pięty i najkrótsza próba w karierze – po 1.3 sekundy, stojąc na starcie sięgam topu. Świrek nie musiał haczyć pięty :D.
Z czasem karta startowa zapełnia się, po zakreśleniu wszystkich łatwych, kilku średnich i trudnego – zaczyna się polowanie na bonusy. Na jakieś 15 minut przed końcem wszyscy już mamy dość, z wyjątkiem Cześka, który katuje żółtą przystawkę nr 4 (trudną!) i w nagrodę dochodzi do bonusa, a spada na 2 chwyty przed topem.

Gong i koniec. Szczęśliwi i usatysfakcjonowani wciągamy przydziałowe bułki i bcaa oraz wypijamy wodę. Z wyjątkiem Mańka, który 0.25 Cisowianki niegazowanej nosił jeszcze w poniedziałek i środę.
Godzinę później pojawiają się wyniki. Maniek chyba zgodnie z przewidywaniami. Czesiek poniżej, a nie, chwilę później okazuje się, że moron nie wpisał jednego topu. Czyli ok. Anicie nie pomagał mały parametr ale walczyła dzielnie.
Marian zaskoczenie in minus. 10 topów to masakra. 12 letnie dzieci miały więcej topów. I każde tłumaczenie o bolącym barku jest zwykłą ściemą. Wyniku mojego i Świra nie komentuje, bo wiadomo, że Wielcy Panelowi Wojownicy są nietykalni.

O 16 losowanie gadżetów (taak, pierwszy raz w życiu wylosowałem coś więcej niż dwa numery Gór z 2006 – kij z tym że koszulka ma rozmiar S i kończy mi się nad pępkiem), a potem finały. Prezentacja (gracja!) Kingi Ociepki i (zatrważająca siła!) Mechaniora dróg, które będą mieli do pokonania finaliści.

Mechanior w dachu
Mechanior w dachu

Wygrywają – wśród kobiet – nastoletnie cyborgi Ani Myszy, a wśród mężczyzn – zaprzyjaźniony Julian!

Impreza ze wszech miar udana – bałem się tłoku, ale nie był aż tak odczuwalny, a wszystko inne (choćby panowanie nad czasem) wręcz idealne. Należą się duże podziękowania ReniSportowi za organizację.

A my ładujemy, bo za rok trzeba zaistniej trochę wyżej w wynikach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *