Kolejne wesele i kolejne eksperymenty z 2kc
Ślub w Olszanicy o 15.00, więc w dobrym guście było się troszkę spóźnić, tak 15 minut zupełnie wystarczyło na dojazd
Po drodze atmosfera dość ciężka (“…to Twoja wina, że się wszędzie spóźniamy…”) ale jakoś przeżyłem. Podjechaliśmy, bogobojne dziewuszki od razu wtargnęły prawie na kolanach do kościoła, a ja zacząłem sobie robić pstryk, pstryk, pstryk przed ![]()
Ksiądz poczuł misje i msza się przeciągnęła mocno po 16, ale wreszcie skończył i całe towarzystwo przetransportowało się za Kryspinów do restauracji o wiele mówiącej nazwie “Romantica”
Parę zdjęć, szybka ale skuteczna walka o stolik (dobre towarzystwo) no i tym sposobem o 17.00 pojawiły się na stole pierwsze gorzoły. Szło nieźle
o 18 całkiem wesoł, szybki wypad na krótką sesyjkę w zbożu (prawie jak Gladiator
) . No i wtedy nastąpiła katastrofa, która rzuciła cień na całą moją imprezę
Aśka gdzieś tam znalazła tabletki 2K i kazała brać
że niby będzie dobrze itd. Ja niepomny złych doświadczeń sprzed tygodnia a i troszkę już nasmarowany – biorę. Zjadłem jeszcze jakieś gorące danie, kilka banieczek i nagle: oczy mi się zamknęły, małe wzdęcie i koniec. godz 18.45, dla mnie impreza się skończyła. Niby próbowałem się reanimować na powietrzu, w “tańcu” ale nic nie dało
jakoś przeegzystowałem do 2.00 i pojechaliśmy GofremRakietą do domu. Na następny dzień przynajmniej myślałem że będzie dobrze, ale gdzie tam
ból głowy do 18 ![]()
Kilka ciekawostek:
- na Aśke jakoś te tabletki lepiej działają – wypiła morze gorzoły znowu, w Gofrze dała koncert, że nawet kierowcy było wstyd
a na drugi dzień tylko lekko śpiąca. - apropos drugiego dnia – jak jechaliśmy po auto do Kryspinowa (Asia oczywiście zapomniała PJ) prawie rozjechała rowerzyste i policjanta
i jeszcze ich zrypała 
- impreza niezła, towarzystwo dobre, wódka prima sort

- Państwo młodzi jacyś tacy spięci i nieobecni, przynajmniej do tej 2.00

- orkiestra duży potencjał (chyba 5 albo 6 ich było) ale jakoś tak bez zęba z repertuarem











