… a w zasadzie jej kluczowa część czyli Mylna Przełęcz – Kościelec.
Jakoś tak ostatnio nie było okazji by pojechać w góry, ba, nawet skałkowej jury nie widziałem od ponad miesiąca. W weekend nie udało się wyrwać, ale za to we wtorek odezwał się Staszek i zaproponował wspólną wycieczkę Granią Kościelców. Środowym popołudniem wsiadłem więc w Szwagra i około 18 pojawiłem się w Murowańcu.

Taki kiczowaty Giewont
Taki kiczowaty Giewont
Na miejscu czekali już Mariola (żona Staszka) i Staszek we własnej osobie 🙂
Wyjście po siódmej i pierwsze zdziwienie – jest ciepło, przy schronisku 14 stopni 🙂 Ruszamy. Staszek z początku optował żeby zaczynać z Zawratowej Turni, ale doszliśmy do wniosku, że jednak rozpoczniemy po bożemu – od Mylnej Przełęczy. Na Karbie zjawiamy się dość szybko i ścieżką pod Zachodnią Kościelca kierujemy się ku Zadniemu Stawowi. Tam Mariola kontynuuje starym szlakiem dochodząc do podejścia pod Świnicką Przełęcz, a my rześko w lewo i do góry – na początek grani. Na Mylnej wreszcie pozbywam się z plecaka liny i reszty badziewia. Grań zaczyna się od Szafy – 25 metrowej ścianki, wycenianej z reguły na II. Z początku trochę trudno (ale idziemy w trekingach i jestem dramatycznie nierozwspinany), potem już coraz łatwiej. Cała Szafa obita, zakładamy chyba tylko jeden swój przelot. Po jednym klasycznym wyciągu, przechodzimy na lotną i robimy mały odpoczynek na Zadnim Kościelcu. Dalej Kościelcowa Przełęcz i znowu przechodzimy na klasyczną asekuracje. Idziemy ściśle granią, znowu pomagają spity. Dwa wyciągi 30 metrowe (w sumie to można by próbować robić za jednym razem, ale sznurek zaczął się przesztywniać i wolałem oszczędzać łokcie 🙂 Po niecałych 3 godzinach meldujemy się na wierzchołku Kościelca i zbiegamy do Murowańca 🙂
Już prawie na Zadnim Kościelcu
Już prawie na Zadnim Kościelcu

Wycieczka fajna, na rozwspinanie po dłuższej przerwie idealna. Z ciekawostek – w pewnym momencie zdejmując HMSa z uprzęży zrobiłem to tak nieszczęśliwie, że wypadł z niego przyrząd. Na szczęście/nieszczęście wpadł do głębokiej szczeliny, akcja ratunkowa trwała dobre 20 minut, ale w końcu za pomocą konstrukcji z repa, taśmy i jebadła udało się wyłowić zgubę 🙂
Zdjęć mało, w zasadzie wogóle, z dwóch powodów – po pierwsze byłem tam już milion razy, po drugie jednak przy wspinaczce dwuosobowej, ciężko jest znaleźć wolną chwilę by zrobić zdjęcie.
Aha, jeszcze jedno, schodząc Boczaniem zaeksperymentowałem ze skrótem i udało się oszczędzić tak na moje oko 10 min marszu – ale chyba ma zastosowanie tylko przy zejściach, we w miarę suchych warunkach 🙂
Relacja Staszka na forum turystyki górskiej

Grań Kościelców – zdjęcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *