Górskie podsumowanie 2009
Ważny rok. Zrobiłem duży krok do przodu, zarówno w zimie, jak i w lecie. Zimą wiadomo – narty. Od lekkich wycieczek i zjazdów z Krywania, Sławkowskiego czy Przełęczy Kondrackiej, poprzez trudniejsze – z Baraniej Przełęczy (ten dziadowski śnieg), powtórka na Świnickiej (lód
) do trudniejszych, ale całkiem przyjemnych – północną Kościelca czy z Niżnich Rysów. Nabrałem trochę potrzebnego doświadczenia, wyeliminowałem kilka błędów.
Lato to przede wszystkim kurs taternicki. Aktywne 2 tygodnie, w czasie których darłem ręce, obijałem nogi, ale będę je wspominał napewno długo. Oprócz stricte wspinaczkowych dróg, po kursie udało się zrobić takie bardziej turystyczno-wspinaczkowe typu Grań Kościelców> czy Gerlach od Przełęczy Tetmajera, trudniejsze turystyczne typu Ganek, Staroleśny Szczyt, Pośrednia Grań czy Durny-Łomnica i prostsze turystycznie – np Orla Perć
Wspin w skale – technicznie chyba nie poszedłem wiele do przodu, to jest na pewno cel na następny sezon. Charakterystyczne jest to, że najtrudniejszą drogę w mojej krótkiej karierze wspinaczkowej poprowadziłem OSem w górach, na drodze wielowyciągowej, w części na własnej asekuracji.
Plany i prognozy na następny rok? Na pewno będzie mniej aktywny. W zimie zamierzam trochę pochodzić na nartach – również w nieodwiedzane do tej pory części Tatr, dodać do kajeciku kilka trójkowych zjazdów. W lecie ma być trudniej – zarówno w skałach jak i górach.
Cyferki:
- ~35 dni spędzonych w górach + ~10-15 dni w skałach
- najtrudniejsza wyprawa zimowa – zjazd z Baraniego Sedla i dalej z Terinki na Hrebienok. Twardy, zmrożony, grudziasty śnieg strasznie mnie sponiewierał
- najtrudniejsza dzień w lecie – Celijski Stup w Paklenicy. Cyferkowo nie był najtrudniejszy, ale nie dość, że już przed wejściem w ścianę byłem sponiewierany, to zaliczyłem dwa duże loty, znacząc chwyty krwią z potarganych dłoni

- dzień który dał największą satysfakcję – Mosoraski na Anicy Kuk, poprowadziłem to chyba siłą woli, ale satysfakcja na topie straszna
- najwyższy zdobyty szczyt – Gerlach, zakończył też przy okazji WKT. Też było miło.
I tradycyjnie – kilka zdjęć, które najmilej wspominam czy najbardziej mi się podobają z tego roku.

15 luty. Śnieg pada od kilkunastu dni. Tatry zamknęli, więc spotkanie skiturowe zostało zorganizowane na Turbaczu. Ale nawet tam, nawet na nartach momentami było ciężko

1 marca. Śnieg dalej pada, mieliśmy iść w kierunku Baranich Rogów, ale w Smokovcu okazało się, że zapomniałem butów skiturowych. Buty dowiozła Aśka, ale było już za późno na coś konkretnego, więc pokręciliśmy się w okolicy Hali Gąsienicowej

15 marca. Udało mi się wyciągnąć rodzinkę do 5 Stawów. Nie sądziłem, że tak potrafią przeklinać. Ale później na NK zebrali dostateczną ilość "szacunku za odwagę" ![]()

23 czerwca. Początek najtrudniejszego wyciągu. Janusz się zlitował i mogłem mu zostawić plecak.

23 czerwca. Podczas męczącego zejścia, udało się przydybać kozy kontemplujące widok na zatokę.

28 czerwca. Janusz na Igle na końcówce Setki. Pierwotnie to było zdjęcie z linami, w uprzęży i ortalionie, ale nie zostało zaakceptowane ![]()

30 czerwca. Ostatni dzień kursu. Dolało nam strasznie, moim zadaniem było wiszenie na linie, co niniejszym czyniłem
W ten dzień umarł niestety mój 350D ![]()

12 lipca. Po wejściu na Ganek i Żłobisty, Łukasz tęsknym wzrokiem patrzy za Mańkiem, nosicielem liny. Maniek postanowił zastrajkować, a my bez liny obeszliśmy się smakiem 15 metrów od wierzchołka ![]()

17 lipca. W czasie podejścia Kwietnikowym Żlebem na Staroleśny - Gerlach się krył w chmurach i przez cały dzień nie pokazał się w pełnej krasie

8 września. Kończymy WKT. Widok z Zadniego Gerlachu rozbrajał.

Szacun, powodzenia i więcej wpisów w 2010 :>
Panie Marku,
proszę spojrzeć – http://antresola.art.pl/archives/1282
Pozdrawiam,
sh
dzięki za miłe słowa