Gdzie raki zimują czyli zimowe zakończenie sezonu letniego – Rysy
Znowu spontan. We wtorek o 10.00 pojechałem do polarsportu, ‘na wszelki wypadek’ kupić raki i czekan. O 12.00, po dodatkowym sprawdzeniu pogody, padła decyzja, że jadę
Z Krakowa wyjazd o 14.30 – tym razem środek transportu to alfa – jednak szybciej i wygodniej. 16.00 dojeżdżam do Palenicy, szybkie przebranie
i 16.20 wychodzę na nudną asfaltówkę do Morskiego Oka. Jako, że jestem świeżutki – idzie się dość dobrze, zza chmur próbują przebijać się góry. Przed 18.00 jestem w MOku. Kolacja i o 20.30 do spania
Z rana trochę zaspałem – miałem plan żeby wyjść o 7.30, opóźniło się wszystko o godzinę. Pogoda lux, przed schroniskiem pięknie witają mnie Mięgusze ![]()
Spacerek wokół Morskiego, dalej trochę do góry do Czarnego Stawu, tam pierwszy odpoczynek z drugim śniadaniem (snickers

Łańcuchy czasami wystawały spod śniegu
Tam, słoneczko, plaża, trochę słowaków i polak z którym przez moment szedłem. ‘Trampkarz’ był na tyle wycykany zejścia na płaskiej podeszwie, że od razu zaczął schodzić na stronę słowacką. Na wierzchołku siedzimy z pół godziny, trzaskam zdjęcia w każdą stronę. Słowacy od swojej strony wychodzą i schodzą co chwile (przewinął się nawet Kleks, już miałem nawet zagadać do niego “Arkadiusz, ale przecież miałeś siedzieć w Wawie/Brnie” ale uciekł, stąd jestem pewny że to był nasz Arkadion
). Pogoda jest taka że aż się nie chce schodzić, odwlekamy to jak się da
W końcu trza się ubrać, raki, czekan w dłoń i w dół. Tym razem schodzimy odważniej – nie korzystając ze szlaku letniego, a szybko poruszając się polami śnieżnymi (niestety na nogach, do dupozjazdów było jeszcze zdecydowanie za mało śniegu). W rakach dochodzimy do samej buli, gdzie żegnam się z kolegą sprinterem (do góry szedł jak przeciąg). Zbiegam do schroniska, odbieram z depozytu śpiwór i spółkę, jeszcze parę fotek, 1.15 h do Palenicy, w Bukowinie jem obiadokolację i za 1,5 godziny jestem w Krakowie
Fajnie było ![]()

Pod wieczór - spojrzenie na Mnicha i Mięgusze
Parę klasycznych uwag:
- schronisko w MOku – straszna komercha, raczej hotel. Zupełnie bez klimatu, jestem zawiedziony

- ceny – o ile spanie i żarcie da się przeżyć (47 zł za spanie ‘w pościeli’, 16.50 za fasolkę po bretońsku + browar) to 40 zł za dobę za parking w Palenicy to złodziejstwo
- tego dnia którego wychodziliśmy – na Rysy od polskiej strony wyszły 4 osoby, poprzedniego dnia, wg gościa ze schroniska 2. Czyżby rozsądek się obudził w narodzie?

- w zasadzie dało się już chyba podejść rysą – czyli z tego co mi wiadomo – wejściem zimowym.
- Bula pod Rysami ma swój klimat. Zapewne traci go w obliczu tysięcy turystów, ale jak tam się siedzi w pojedynkę, z wszystkich stron piękne góry – super.
- zdjęcia – cholera, nie widzę u siebie postępu, od pewnego czasu nie mogę zrobić zdjęcia z którego byłbym całkowicie zadowolony.
No i tyle. Kolejne relacje to już pewnie będą z wejść czysto zimowych, nie wiem czy się uda cokolwiek zorganizować wcześniej niż w marcu ![]()

