Filar Staszla reaktywacja czyli łajzy nie taternicy.
Piotrek od jakiegoś czasu naciskał, żeby jechać coś złoić, moich warunków z kolei było kilka: żeby to nie była Grań Kościelców, pogoda musi być pewna i raczej na jeden dzień. W końcu w piątek zaistniał dobry układ gwiazd, więc po krótkim zastanowieniu wybraliśmy filar Staszla, ze względu m.in. na dawne (kursowe) porachunki, bliskość podejścia, czy nie najgorszą stałą asekurację, z jednoczesnymi fajnymi momentami wspinowymi. 6.00 Kuźnice, 7.10 Murowaniec i śniadanie, po 9.30 zaczynamy się szpeić. Umówiliśmy się tak, żeby prowadzić odwrotnie, niż rok temu czyli na mnie wypadła romboidalna płyta i ostatnia ścianka, a na Piotrka przewinięcie się kantem.
Narzuciliśmy dość dobre tempo, które jeszcze może nie jest docelowe, ale już jakieś przebłyski są. Pierwszy wyciąg długi, drugi to w zasadzie przeniesienie stanowiska kilka metrów dalej. Trzeci to czwórkowa płyta, przyjemnie, bez zbędnej napinki. Dalej piątkowe przewinięcie, po którym zaczyna się kilka wyciągów raczej parcianych
Piotrek ciśnie do góry na jednym z pierwszych wyciągów
Ostatni wyciąg to przyjemna płytka za V-, którą pokonujemy przy akompaniamencie grzmotów i pierwszych kropli deszczu. Dalej miało być 100 metrów terenu jedynkowego, który miał nas wyprowadzić do szlaku, ale to było jedno z dłuższych 100 metrów w moim życiu bo dość dobrym tempem szliśmy je 15-20 minut. Rozpadało się na dobre i w strugach deszczu zbiegamy do schroniska i potem do samochodu.
Mimo wtopy z friendem, wycieczka dała nam dużo satysfakcji, droga jest całkiem ciekawa, ma mniej więcej 10 wyciągów, z czego 3-4 można spokojnie nazwać przyjemnym wspinaniem. Tagi: Filar Staszla, Hala Gąsienicowa, Zadni Granat

