Chyba nie dane jest mi coś poturować :)
Wyjazd od conajmniej tygodnia uzgodniony, chociaż cel się zmieniał jak w kalejdoskopie. Ostatnia wersja to taka, że chłopaki jadą łoić dziury w okolicach Kościeliskiej, a ja lecę do Kondratowej i na miejscu myślę co robić (prognoza pogody niestety nie była optymistyczna). Podróż piątkowym popołudniem minęła o dziwo szybko, może dlatego że jechaliśmy przez Wieliczkę, Dobczyce i Mszanę, wyskakując na Zakopiankę dopiero w Rabce.
Tak jak było ustalone, zostawiam Łukasza i Mańka w Kirach, a sam parkuje w COSie, narty na plecak i od ronda (na busa było już za późno) z buta narciarskiego w średnio szybkim tempie. Schron zdobywam po niecałej godzinie marszu, nawet troszkę przypociłem
Rano pogoda się nie zmienia, leje deszcz i mocno wieje. Musze zjechać do Kuźnic po lepsze foki, nartostrada jest jakby troszkę bardziej naśnieżona więc jadę ile się da i z buta robię tylko 10 min
W Kuźnicach wobec braku perspektyw pogodowych, decyduje się na wyjazd kolejką na Kasprowy – w kasie mnie ostrzegają że na górze bardzo ciężkie warunki o krzesełka nie kursują. W wagoniku faktycznie buja jak nigdy, jakoś trafiamy w budę na szczycie
, jak się okazuje był to ostatni wyjazd w górę wagonika z pasażerami, będą jeszcze 2 kursy, ale tylko w dół. Pogoda na zewnątrz o tyle lepsza, że pada śnieg nie deszcz, ale dosyć specyficznie – w poziomie
Wiatr jak mówi megafon – w podmuchach do 100 km/h, ale wydaje mi się ze ten podmuch to jest jeden wielki i trwa cały czas. Siedzę godzinkę w budynku, bar oczywiście nieczynny, obsługa zjechała na dół, a ja się nie mogę nawet herbaty napić, bo Aśka nawypożyczała termosy
O 10.30 zaczynam się powoli zbierać do wyjścia – myślę sobie może zrobię Beskid, może Liliowe, a może nawet przełęcz Świnicką. Przyklejam foki, dopinam kurtkę, otwierają się drzwi i moje plany diametralnie się kurczą
Idę jakieś 50 metrów, nawet nie wiem czy już minąłem odnogę na goryczkową, po chwili wychodzę chyba na grań gdzie jeszcze bardziej wieje i jeszcze bardziej nic nie widać
odsłonięty nos bombardują mi igiełki lodu. Nagle z mgły wyłaniają się 5 metrów ode mnie jakieś postacie – doszli 20 metrów dalej, ale wracają, zjeżdżają do Gąsienicowej. Po krótkiej walce też decyduję się na wycof, zjadę sobie do Goryczkowej i może tam coś wymodzę
10 minutowa walka z fokami (żeby je zdjąć z nart i zapakować do plecaka) i zaczynam zjazd. Ze 4 razy się po drodze wypieprzyłem
– nowy sprzęt, brak widoczności, zaspy śniegu pomieszane z lodowymi polami. Po drodze mijam narciarza pechowca, którego TOPRowcy pakowali do tobogana. Dojeżdzam do miejsca gdzie zaczyna się nartostrada do Kuźnic, w tymi miejscu znowu pada deszcz, postanawiam się totalnie wycofać, wracając do auta
Na nartostradzie cały czas pada deszcze, ale momentami słońce wychodzi zza chmur, w głowie pojawia się myśl żeby jeszcze coś szarpnąć jednak, ale jednak zmęczenie daje za wygraną – o 12.30 jestem na rondzie gdzie wcinam w Kolibeckiej placki po węgiersku, po czym pakuje się do auta, mała sesja zdjęciowa na łąkach koło kościeliskiej, o 16.00 odbieram chłopaków i do Krakowa
Następnym razem jadę na bank pogodę, choćby miał to być środek tygodnia ![]()
- sprzęt narciarski: Buty Scarpy F3, wiązania Diamiry Explore, narty Atomic Sweet Daddy
– pierwszy szok – cały komplet ultralekki (przynajmniej w porównaniu do sprzętu zjazdowego). Tym razem nie obtarło mnie nic, szedłem w sumie jakieś 1,5 godziny na butach, 20 minut na nartach + 40 min zjazdu. W zjeździe jednak czuje miękkość szczególnie butów, poza tym mam wrażenie że buty mi się uginają (łamią) w stopie – F3 mają taki specjalny ficzer który ułatwia chodzenie, ale teoretycznie przy zapiętym wiązaniu, szyna wiązania powinna niwelować ten efekt, a jednak. - z czystym sumieniem mogę polecić serwis narciarski Pana Gątarskiego. Szybko, profesjonalnie i jeszcze z miłą atmosferą i małym instruktażem dla początkującego. Odwiedziłem też wypożyczalnię Yurtski – odniosłem wrażenie że mają lepszy i nowszy sprzęt niż wypożyczalnia TatraTrade przy rondzie.
- zdjęć nie narobiłem, ale miałem 3 słoiki i jedną puszkę w plecaku
tzn narobiłem, ale siakieś kwiatki na dole 









